niedziela, 22 stycznia 2017

10.Chcę ci pokazać moje człowieczeństwo

Rebekah podała mi chusteczki.Wysmarkałam nos i otarłam łzy. No więc co Klaus będzie miał dziecko? Co z tego ? Kto by się przejmował? Przecież mi nie zależy, ani trochę. Zgodziłam się na ten wypad z nim tylko dlatego, że uratował Nadię. Nagle wszystko zaczęło składać się w logiczną całość.
-Rebekah, czy to jest powód dla którego Klaus opuścił Mystic Falls?
-Pośrednio tak. Klaus przyjechał odwiedzić Nowy Orlean, po tym jak Katherine zostawiła mu wiadomość, że jakaś wiedźma stąd coś od niego chce. Oczywiście mój brat jak najprędzej się tu udał. Okazało się, że mają Hayley oraz , że nosi dziecko Klausa. 
-Yhym - przytaknęłam tylko. 
-Na początku nie bardzo go to obchodziło, to Elijah dostrzegł w tym dziecku szansę na odbudowanie naszej rodziny. Klaus za to widzi w tym dziecku szansę na odzyskanie swojego imperium. 
-Taa, Klaus i jego wielkie plany- mruknęłam. Zobaczyłam napis głoszący "Mystic Falls wita". Przekroczyłyśmy znak i stało się coś dziwnego. Rebekah jęknęła i jej jej brzuch zaczął krwawić. Ja nie mogłam złapać powietrza. To był moment w którym blondynka straciła panowanie nad kierownicą. Zjechałyśmy na lewo i uderzyłyśmy w drzewo. Nie mogłam oddychać dusiłam się. Cholera jasna jestem wampirem. Rebekah była pierwotną. Zauważyłam że przymyka oczy, odpływa. Chciałam ją trącnąć. Ale nie mogłam się ruszyć.Moje oczy powoli się zamykały.
Nie wiem na jak długo straciłam przytomność. Zobaczyłam te błękitne oczy nad sobą, ale wydaje mi się że to był tylko sen. 
-Caroline? - usłyszałam czyjś znajomy głos nad sobą. Ktoś potrząsał mnie za ramię. Otworzyłam oczy. Nie byłam już w rozbitym samochodzie Rebeki , byłam w łóżku. Dość znajomym. Zaraz,zaraz. Nasz pokój w Akademiku ?Otworzyłam szerzej oczy. Koło mnie siedziała Elena.
-Elena ? - spytałam niepewnie. Brunetka uśmiechnęła się - Co się stało ? - spytałam - Gdzie Rebekah?
-Rebekah jest w innym pokoju, Stefan jest z nią. Powoli dochodzi do siebie. - wyjaśniła. 
-Hej blondi - usłyszałam czyjś głos, w drzwiach stał Damon - rzucił w moim kierunku woreczkiem z czerwonym plynem. Złapałam go i zaczęłam pić. Krew... taka pyszna. Tak mi jej brakowało. - Widzę że czujesz się lepiej - powiedział z uśmiechem - Teraz czas na wyjaśnienia.
Kiwnęłam głową. 
-Nie Damon, Caroline musi odpocząć - powiedziała zdecydowanie Elena. 
-Elena proszę - mruknęłam - Już mi lepiej. Co się dzieje 
-No więc tak , gdy nasza blondyneczka bawiła się z Klausem w Nowym Orleanie podróżnicy przejęli nasze miasto wchodząc w ciała mieszkańców. Póżniej zrobili czary mary i teraz żadne nadnaturalne istoty nie mogą przekroczyć granicy Mystic Falls, bo stają się śmiertelni. Ponieważ wszyscy umarliśmy, żeby stać się wampirami po przekroczeniu granicy zaczynamy umierać. 
-To by się zgadzało - przytaknęłam - Rebekah zginęła od ciosu nożem i zaczęła krwawić, mnie udusiła Katherine i po przekroczeniu znaku Mystic Falls nie mogłam zlapać tlenu. 
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzałam w ich stronę. Stał tam Klaus. Więc chyba te błękitne oczy mi się nie przyśniły. Ale co on tu robił?
-Elena może poszlibyśmy zobaczyć jak Stefan radzi sobie z Barbie? - spytał i spojrzał na nią znacząco pokazując głową drzwi. Elena popatrzyła na mnie. Kiwnęłam głową. Dziewczyna chociaż niechętnie ruszyła za Damonem, oglądając się za siebie.Damon pociągnął ją za rękę i zamknął drzwi. Klaus niepewnie usiadł na krańcu łóżka
-Jak się czujesz ,kochana?- spytał z troską i położył dłoń na mojej.
-Nie mów tak do mnie - mruknęłam
-Ale dlaczego, kochana? - uśmiechnął się
-Klaus jestem ci wdzięczna, że mnie uratowałeś, bo domyślam się że to byłeś ty .
-Do usług - uśmiechnął się szerzej i zaczął głaskać moje włosy. Nachylił się nade mną. Nasze twarze były kilka centymetrów od siebie. - Nie pozwoliłbym żeby coś ci się stało- powiedział z troską
-Ale teraz zabierz siostrę do domu i idź zajmij się swoimi sprawami - syknęłam i strzepnęłam jego rękę .Odsunął się ode mnie.
-Nie rozumiem jak możesz być na mnie zła ? Sama chciałaś żebym odszedł. 
-Może chciałam, a może nie,to już nie ma znaczenia. Masz inne obowiązki które cię wzywają - powiedziałam. Dobrze Caroline. Niech idzie sobie do tej Hayley, niech się zajmie nią i tym swoim dzieckiem, niech wraca do tego Nowego Orlenu. Niech buduje to swoje imperium i niech trzyma się ode mnie jak najdalej. `Tylko dlaczego czułam smutek gdy wyobrażałam sobie już go więcej nie zobaczyć.
-Caroline do cholery ! - wrzasnął Klaus - Zdecyduj się czego ty chcesz. Każesz mi odejść odchodzę, potrzebujesz mnie przybywam z Nowego Orleanu po jednym telefonie. 
-Nie musiałeś! - przerwałam , dopiero gdy wypowiedziałam słowa zdałam sobie sprawę że podniosłam głos.
-Dalej nie rozumiesz Caroline. Musiałem. Sam tego nie rozumiem, ale musiałem. - siadł znowu na końcu łóżka i położył twarz na moim policzku pocierając go delikatnie. Patrzył mi prosto w oczy - Nie wiem dlaczego, ale masz coś w sobie Caroline, że nie mogę cię po prostu zostawić, coś każe mi wracać. I gdy jest jakikolwiek sposób bym mógł ci pomóc... - przerwał i  zaczął się przybliżać. Między naszymi twarzami zostało jakiś 5 cm odległości. - Nie mogę zmarnować okazji by cię zobaczyć ,byś jak najczęściej dostrzegała we mnie czlowieczeństwo, bo jesteś jedyną osobą, której nie boję się go pokazać. 
Tego się nie spodziewałam, nie spodziewałam się też że Klaus coraz bardziej się zbliży, wplącze swoje palce w moje włosy i złoży gorący pocałunek na moich ustach. Jeszcze bardziej byłam zaskoczona tym, że odwzajemniłam go bez najmniejszego oporu. W pewnym momencie pierwotny się odsunął
-Jesteś zmęczona, powinnaś odpoczywać. - powiedział z troską. - Muszę zabrać Rebeke do domu i załatwić parę spraw w Nowym Orleanie. - znowu ten pieprzony Nowy Orlean. Sama najchętniej w tym momencie spaliłabym to miasto. Już był przy drzwiach. Chciałam go zatrzymać, ale nie byłam pewna czy to dobra decyzja
-Klaus... - usłyszałam własny głos. Odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco - Zajmij się Rebeką  - powiedziałam tylko. Głupia Caroline, głupia, głupia. Miałaś go zatrzymać,a nie się z nim żegnać.
-Caroline, cała sprawa z Hayley i cała sytuacja w Nowym Orleanie się skomplikowała. Muszę dbać o swoją rodzinę. Moje miasto jest teraz polem bitwy, nie chcę cię w to mieszać. Wiem że tu jest twoje życie, studiujesz , masz przyjaciół. Ja nie mogę teraz zostawić Nowego Orleanu. Ale powiedz czy mam do czego tu wracać? Czy chcesz żebym przyjeżdżał ?
Od odpowiedzi uratowało mnie płukanie do drzwi. Weszła moja mama. Rzuciła mi się na szyję. 
-Oh , Caroline tak się cieszę, że nic ci się nie stało. -Gdy mama wreszcie mnie puściła rozejrzałam się po pokoju Klausa już nie bylo. Mama siedziała przy mnie jakąś godzinę, później przyszła Bonnie i Elena. Stefan i Damon się zmyli. Gdy mama wyszła dostałam sms'a od Klausa "Zdecyduj kochana. Może tak może nie to nie odpowiedź."
Nie odpisałam . sama nie wiedziałam co. 

2 komentarze:

  1. Bardzo piekne opowiadanie! Zreszta jak zawsze i chyba nawet ciut dluzsze... :) Czekam oczywiscie na kolejne. Zycze duzo weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział fajny ,niech Carolina wraca do Klausa.

    OdpowiedzUsuń