Nie wiem jak długo jechaliśmy. Obudziłam się gdy już byliśmy na miejscu. Ale gdzie?Klaus otworzył drzwi i wziął mnie na ręce.
-Cii - powiedział, gdy tylko otworzyłam usta żeby coś powiedzieć. Znowu zasnęłam. Obudziłam się leżąc w łóżku. Ale nie w swoim. Sypialnia była wspaniała, urządzona w starym stylu. Rozejrzałam się. Na łóżku wyryta była literka "M". Mikelson - pomyślałam. Czułam się już znacznie lepiej. Byłam wypoczęta. Ale dalej nie rozumiałam o co w tym wszystkim chodzi. Do pokoju weszła Rebekah.
-Hej - powiedziała - Jak się czujesz?
-Całkiem nieźle - odpowiedziałam. -Od kiedy cię to obchodzi?
-Caroline... w sumie to uratowałaś mi życie w pewnym sensie - zaczęła - Gdyby nie twój telefon do Klausa pewnie przybyłby na cmentarz i zabił mnie, a może i Elijah. Także dziękuję - powiedziała. Niby mi podziękowała, ale wydawało mi się, że trudno jej wypowiedzieć to słowo.
-W porządku - powiedziałam tylko - Gdzie Klaus ?
-Musiał coś załatwić, niedługo będzie - uśmiechnęła się - Pewnie zgłodniałaś - podała mi woreczek z krwią.
-Dzięki. Teraz w pewnym sensie ty mi ratujesz życie - uśmiechnęłam się. Nagle drzwi do pokoju się otworzyły. Nie uwierzyłam w to kogo zobaczyłam,
-Hayley?! - spytałam zaskoczona. Tak moim oczom ukazała się wilkołaczyca, o ktorą kiedyś bylam zazdrosna,gdy spędzała czas z Tylerem. Ale nie tylko jej obecność mnie zdziwiła. Miała widocznie zaokrąglony brzuszek. Bylam pewna, że była w ciąży. Hayley wydawała się równie zdziwiona moim widokiem. I trochę jakby przestraszona. Rebekah zmierzyła ją wzrokiem jakby dawać jej coś do zrozumienia.
-Hej Caroline - uśmiechnęła się - Co tu robisz?
-To długa historia - odpowiedziałam. Zrobiłam dobry uczynek prosząc Klausa o krew aby uratować córkę Katherine, ale jego warunkiem był mój wyjazd z nim do Nowego Orleanu - zaczęłam. - Szkoda, że zostawił mnie w lesie w jakimś domku i porwały mnie stamtąd jakieś walnięte wiedźmy. Mówiły coś o jakiejś Dahlii.
Na dźwięk tego imienia Hayley i Becca wymieniły przerażone spojrzenia.
-Co dokładnie mówiły ?-spytala blondynka gorączkowo.
W tym momencie do pokoju wszedł Klaus.
-Nie męcz jej - nakazał siostrze. Dopiero jakby po chwili zobaczył Hayley - Mały wilczku myślę, że powinnaś już iść. - nakazał jej. Powoli zaczęłam się podnosić z łóżka.
-Zostaw je - powiedziałam - Teraz macie mi wszystko wytłumaczyć ! Opowiedzcie mi o Dhalii.
-Dhalia to siostrz Esther - zaczęła Rebekah - Nasza matka nie mogła mieć dzieci, więc poprosiła siostrę o pomoc. Dhalia zgodziła się, ale jej warunkiem było to, że każde pierworodne dziecko z naszego rodu będzie jej oddane. Dostała naszą siostrę Freyę. Później mama zmieniła nas w wampiry i był spokój . Aż do teraz. - wyjaśniła
-ZAMILCZ REBEKAH!- wrzasnął Klaus.
-Ma prawo wiedzieć - powiedziała Rebekah.
-Dowie się, kiedy uznam to za stosowne - powiedział już spokojniej
-Halo ! Wciąż tu jestem - prypomniałam o swojej obecności. Stanęłam naprzeciwko Klausa - I jeżeli nie dowiem się o co chodzi to w tym momencie pakuje się i wracam do domu. - powiedziałam stanowczo
-Martwię się, że jak się dowiesz też będziesz chciała wrócić, kochana - powiedział smutno Klaus. Popatrzyłam na Rebekah dawać jej znak,że może kontynuować
-Jak widzisz Hayley jest w ciąży. Co prawda wampiry nie mogą mieć dzieci, ale Nick jest hybrydą. Jest w połowie wilkołakiem ,więc się stało - dokończyła i spuściła wzrok.
Zaraz, zaraz. Klaus miał mieć dziecko z Hayley. Zaczęłam obliczenia. Skoro wilkołaczyca była w zaawansowanej ciąży. To znaczy,że to musiało się to stać kiedy on byl w Mystic Falls.
-Zostawcie nas na chwile samych - zwróciłam się do dziewczyn.
-Caroline...ja ..- zaczął, chociaż chyba sam nie wiedział co ma powiedzieć
-Nie, nic nie mów - zażądałam - Miałam wyrzuty sumienia, że tak cię traktuje, byłam z Tylerem, ale cały czas zatruwałeś moje myśli. Nie dawałeś mi spokoju. Pokazywałeś, że cały czas robisz wszystko dla mnie, a zabawiałeś się z tą wilkołaczycą. Ja...ja nie mogę Klaus. Chce wrócić do domu - powiedziałam. On nawet się nie tłumaczył. Stał jak wryty, a ja po prostu wyszłam.
-Zawieziesz mnie do domu, Rebekah ? - zapytałam powstrzymując łzy. Musisz być silna Caroline.
-Jasne - powiedziała tylko ze zrozumieniem. Hayley miała przepraszający wzrok. Tylko kiwnęłam głową, wiedziałam że to nie jej wina
Wsiadłyśmy do samochodu. Blondynka położyła mi rękę na ramieniu.
-Już jesteśmy same, nie musisz udawać silnej - powiedziała.
-Dziękuję - i wybuchłam płaczem
Dlaczego tak szybko zabrałaś Klaroline.
OdpowiedzUsuńNie odsyłaj Caroline do Mystic Falls , niech będzie dużo Klausa i Caroline.
Bardzo fajny rodzial :) Troche krotki na tak dlugi czas oczekiwania. Mam nadzieje, ze Caroline szybko wroci do Klausa :) Czekam na kolejny rozdzial :)
OdpowiedzUsuńCzemu znów nie piszesz?
OdpowiedzUsuń