niedziela, 29 stycznia 2017

12.Zrobię wszystko

-Chodź odwiozę cię do domu - zaproponowała Bonnie. Kiwnęłam głową w odpowiedzi. Byłam już spokojniejsza.
-Pojechałabym z wami, ale lepiej poszukam Damona i skopie mu tyłek - powiedziała Elena.
Bonnie i ja całą drogę spędziłyśmy w ciszy, wydaje mi się że ta cisza była lepsza. Nie chciałam już rozmawiać o Klausie, ani o niczym co go dotyczyło. Po co mi to wszystko było? Wszystko to moja wina. Zobaczyłam w nim człowieka, zbliżyliśmy się do siebie i wszystko się skomplikowało. Powinnam się od niego trzymać z daleka.
Przed drzwiami mojego domu czekał Stefan. Przywitałyśmy go z Bonnie.
-Caroline, chciałem przeprosić za Damona - powiedział Stefan i wpatrywał się we mnie przepraszającym wzrokiem.- Wiesz jaki on jest, zawsze zrobi albo powie coś czego nie powinien.
-Już w porządku Stefan - powiedziałam z lekkim uśmiechem - Damon to tylko Damon - dodałam. Nagle zauważyłam, że przed domem stoi bukiet czerwonych róż - Ale nie musiałeś mi kupować kwiatów na przeprosiny - zaśmiałam się
-Caroline, niestety nie wpadłem na taki pomysł, kwiaty już tu czekały gdy przyszedłem - wyjaśnił.
-Od kogo to ? - zaciekawiła się Bonnie. Podniosłam bukiet, w środku była karteczka. Zaczęłam ją czytać "Na ciebie mogę czekać nawet cały wiek - Klaus" - od Klausa - mruknęłam
-Caroline, jeżeli nie chcesz być sama, mogę z tobą zostać - powiedział opiekuńczo Stefan
-Nie trzeba Steff, Bonnie zostanie na noc - odpowiedziałam i spojrzalam pytająco na brunetkę
-Pewnie - powiedziała z uśmiechem. - Damski wieczór.
-Trzymaj się Stefan - uśmiechnęłam się i go przytuliłam
-Jedna zasada dzisiejszego wieczoru , nie ma gadania o chłopakach - powiedziałam do Bonnie z uśmiechem
-A co z Klausem?
-Jeżeli myśli, że jakimiś głupimi kwiatami mnie przekupi to może zapomnieć - powiedziałam z szerokim uśmiechem
-To może je wyrzuce - powiedziała Bonnie i stała z bukietem nad koszem na śmieci
-Nie! - krzyknęłam i w wampirzym tempie wyrwałam jej bukiet z rąk i włożyłam do wazonu
-Mam cię ! Jednak cię obchodzi - uśmiechnęła się tryumfalnie czarownica
**********************************************************************
Było już późno w nocy kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis "Klaus". Czego on może chcieć ode mnie o tej porze. Piłyśmy z Bonnie bourbon i bawiłyśmy się dobrze jak kiedyś plotki , rozmowy o ubraniach makijażach, wspomnienia dawnych czasów. Naprawdę dobrze się bawiłam. Prawie o nim zapomniałam.
-Halo ? - odebrałam niepewnie
-Caroline? - po drugiej stronie usłyszałam głos, ale nie należał do Klausa. Tylko do Rebeki i była strasznie podłamana.
-Co się stało Rebekah? - spytałam niepewnie.
-Klaus nie żyje
-Co ??!! - momentalnie wytrzeźwiałam i się obudziłam
-Caroline czego krzyczysz? - spytała zaspana Bonnie
-Duch Mikela z pomocą naszej matki wszedł w czarownika i przeszył go białym kołkiem - wyjaśniła pospiesznie.
-Rebekah proszę powiedz, że żartujesz - wycedziłam przez łzy.
-Chciałabym Caroline.- zaszlochała . Rozłączyłam się. I zaczęłam płakać.
-Co jest Care ? - zmartwiła się Bonnie.
-Klaus nie żyje - wyszeptałam,
-Caroline tak mi przykro- przytuliła mnie Bonnie
************************************************************************
Ktoś nagle zapukał do drzwi. Bonnie popatrzyła pytająco. Pokręciłam głową.
-Otworzę - szepnęła - Zostań tu, zaraz wrócę.
Klaus nie żyje to moja wina, gdybym go nie odtrąciła może byłby  teraz tu . Ze mną. Nic by mu się nie stało. Głupia Caroline. Tak bardzo trzymam się człowieczeństwa, uczuć skoro nie potrafię nad nimi zapanować.
Może powinnam to po prostu wyłączyć.
-Wyłącz to Caroline - szepnęłam sama do siebie i zamknęłam oczy. Ale wtedy zobaczyłam przed oczami parę obrazów. Nasz taniec na balu u Mikelsonów. Gdy ocalił mnie w moje urodziny, nasze rozmowy...
-Caroline nie rób tego - usłyszałam czyjś głos za sobą. Ten akcent. Otworzyłam oczy,ale nikogo tam nie było. Zaczynam mieć urojenia. Tak bardzo chciałabym żeby tu teraz był. Znowu zaczęłam płakać.
-Caroline - do pokoju wszedł Stefan. Od razu usiadł koło mnie i mnie mocno przytulił  - Cii będzie dobrze.
-Nie Stefan nie będzie - powiedziałam , po chwili do pokoju weszli Bonnie i Damon - Co on tu robi? - spytałam oskarżycielsko
-Barbie, wiem że ci przykro z powodu złej hybrydy
-Damon!! - wrzasnęli Bonnie i Stefan jednocześnie
-Ale wiem jak to naprawić - dokończył Damon. Przestałam płakać. I wpatrywałam się w starszego Salvatora.
-Caroline druga strona się rozpada , Bonnie jest kotwicą, jeżeli druga strona przestanie istnieć ona również.- zaczął Stefan
-Bonnie przepraszam - jęknęlam - Nie wiedziałam.
-W porządku Caroline - powiedziała brunetka z uśmiechem.
-Damon ma pomysł jak pozbyć się podróżników i ocalić Bonnie
-I Klausa - dodala Bonniei spojrzała pytająco na Damona
-I Klausa - dodał niechętnie Damon
-Okej to kiedy zaczynamy? - spytałam gotowa do działania,
-Musimy nakłonić pewną czarownicę do współpracy, jednak nie spodoba ci się sposób- powiedział Damon
-Zrobię wszystko - powiedziałam pewnie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz