-Klaus?! - krzyknęłam , mając nadzieję, że to go przywoła. Jednak nikt nie przyszedł . Słyszałam jednak czyjeś kroki. Słyszałam jakiś głos, był cichy,ktoś szeptał. Nie rozumiałam słów. Były jakby w innym języku. Nie słyszałam dokładnie. Wiedziałam jednak, że był to głos jakiejś kobiety. Chciałam wstać i uciekać, wcale mi się to nie podobało, wcale. Jednak nagle byłam jak sparaliżowana, ogarnęło mnie przerażenie. Nie mogłam się ruszać, nie mogłam oddychać. Nie byłam w stanie złapać oddechu. Nagle moje powieki się zamknęły i straciłam przytomność.
Nic nie widziałam tylko ciemność. Nie było nie wokół. Otwórz oczy Caroline - powiedziałam w myślach sama do siebie. Tak zrobiłam. Byłam w lesie. W pieprzonym lesie. Ale ie mogłam się ruszyć. Każda próba ruchu piekła. Spojrzałam na swoje ręce i nogi. Liny.Liny z werbeną. Pieprzeni...Kto ? No właśnie kto ? Klaus powiedział,że będę bezpieczna, zostawił mnie samą i teraz byłam w dość...cóż...niekomfortowym położeniu. Pieprzony Klaus!
-Wypuść mnie ! - krzyknęłam - Kimkolwiek jesteś ..wypuść mnie! - mimo ,że byłam wycieńczona zauważyłam trzy postaci zbliżające się do mnie. Trzy kobiety
-Caroline Forbes - przemówiła najwyższa. Brunetka z długimi prostymi włosami, na oko miała około 25-26 lat. Była blada i szczupła,ale przy tym bardzo ładna. Dwie jej "pomocnice" również miały bardzo ładną urodę. Jedna była ruda, a druga miała jasno brązowe włosy. Były młodsze od tamtej. Pewnie były gdzieś w moim wieku.
-Niech zgadnę "przyjaciółki Klausa" - powiedziałam sarkastycznie
-Caroline nie jesteś tu przez Klausa, a przez siebie - powiedziała brunetka . Nie do końca wiedziałam o co jej chodzi - Chociaż z nim też mamy nie dokończone sprawy. - dodała
-Trzeba upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - powiedziała ruda z uśmiechem na twarzy
-Zabiłaś nasze siostry, ratując swoją przyjaciółkę Bonnie i kończąc trójkąt ekspresji - powiedziała ta najwyższa znowu.
-Super przyjechałam na wakacje, a dorwaly mnie 3 mściwe wiedźmy- nie chciałam powiedzieć tego na głos. Na słowo wiedźmy dziewczyna z brązowymi włosami się skrzywiła. - I co teraz przeszyjecie mnie kołkiem, tak? -powiedziałam po prostu
-Nie, kochana, teraz ty nam pomożesz - powiedziała ruda - odbudowaliście równowagę zabijając Silasa, ale znowu została zachwiana, ktoś uciekł z drugiej strony - wyjaśniła. Co oni wszyscy mają z tą drugą stroną ? Czy naprawdę istnieje? Czy możliwe, że ludzie, a właściwie istoty nadnaturalne żyją, znaczy w pewnym sensie. Że są po drugiej stronie? A jeżeli ktoś stamtąd uciekł, może można ich ocalić? Pamiętam jak Stefan mówił o swojej przyjaciółce Lexi, Damon ją zabił. Czy można ją uratować i przywrócić, a co z byłymi dziewczynami jeremyego : Anną i Vicky , która była siostrą Matta. A co jeżeli wrócą Mikel i Esther ? Co jeżeli wróci cała pierwotna rodzina i znowu zacznie się cały ten cyrk?
-Tak, oni wszyscy mogą wrócić - przemówiła wiedźma . Cholera czy ona mi czyta w myślach - Tak - odpowiedziała tylko. - Ale nie dlatego tu jesteś.Jesteś tu dlatego, że to co jest po drugiej stronie to gorsze zło niż Esther czy Mikel. Dahlia. Dahlia zniszczy wszystkich i wszystko jeżeli nie dostanie tego czego chce
-Stop . -przerwałam - Kim jest Dhalia? I czego chce
-Dahlia to ciotka pierwotych, siostra Esther. Chce Pierwotnych dzieci Mikelsonów. Chce ofiary z ich dzieci ..A biorąc pod uwagę aktualną sytuację... -Nie zdążyła dokończyć. Jej głowa opadła na ziemię odcięta od ciała. Przestraszyłam się. Ale wraz z nią upadły dwie pozostała. Czyżby ratunek?
-Nic ci nie jest kochana ?! - zapytał przerażony Klaus, rozwiązując moje liny. Również go paliły, ale nie zwracał na to uwagi. Rozwiązał liny i wziął mnie na ręce. Szedł ze mną przez las. Nie mogłam mówić nie miałam siły na nic. Klaus szeptał co chwile w moje włosy, że już jestem bezpieczna i nic mi się nie stanie. Położył mnie w samochodzie.Klaus nachylił się nade mną i pocałował delikatnie w czoło.
-Zabiorę cię do domu - powiedział
-Wracamy do Mystic Falls? - spytałam bez emocji
-Nie, zabieram cię do Nowego Orleanu, tam będziesz bezpieczna.
-Klaus...Kim jest Dhalia? I o co chodziło tym wiedźmom, czy ma to coś wspólnego z tą tajemnicą o której mówił Tyler?
-Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię kochana.
wtorek, 6 grudnia 2016
czwartek, 1 grudnia 2016
6.Tymczasem w Mystic Falls.
Elena siedziała zamyślona. Martwiła się o swoją przyjaciółkę. Nie wiedziała co na nią czeka tam w Nowym Orleanie.Poza tym była zła ,że nie udało jej się z nią porozmawiać. Poza tym martwiła się o Bonnie. Ostatnio była jakaś dziwna. Czuła, że coś przed nią ukrywa. Nadia,gdy tylko poczuła się lepiej opuściła dom Salvatorów. Twierdziła, że nie chce nadużywać gościnności. Elenie jednak wydawało się, że chce po prostu zniknąć, uciec. W sumie dopiero co straciła matkę, którą niedawno udało jej się odnaleźć.
-Można się dosiąść, ślicznotko ? - zagaił Damon. Elena w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Damon wiedział, że martwi się o Caroline. Jednak nie do końca to rozumiał. Uważał, że nic jej nie będzie i wiedział, że blondynka doskonale umie sobie sama poradzić, jednak nie mówił tego na głos. To nie było w jego stylu. - Nie martw się o Caroline, może zaprzyjaźni się z Barbie Klausa i zaczną razem chodzić na zakupy, przekroczą limity na karcie Klausa, wtedy on zasztyletuje siostrzyczkę,a Caroline do nas wróci i wypłacze ci się w rękaw żaląc na złą hybrydę.
-Damon to nie jest śmieszne! - powiedziała po czym delikatnie uderzyła mnie w ramię,
-Oczywiście, że jest, jesteś po prostu zbyt zajęta zamartwianiem ,żeby to dostrzec - powiedział i wstał, żeby nalać sobie burbonu. Po chwili zastanowienia napełnił też drugą szklankę, którą podał Elenie. Dziewczyna wzięła ją bez zastanowienia. Wampir usadowił się wygodnie koło niej obejmując ją ramieniem.
-Naprawdę się martwię - szepnęła. Brunet podał jej telefon - Już dzwoniłam, ale Klaus odebrał i powiedział, że Caroline jest bezpieczna.
-Może zadzwoń jeszcze raz, warto spróbować - powiedział wchodząc do pokoju Stefan,
-Nieładnie podsłuchiwać braciszku - odezwał się Damon z uśmiechem. Ogólnie był bardzo zadowolony. Sprawa z Katherine kosztowała go trochę nerwów, ale już był koniec. Została jeszcze sprawa podróżników, ale postanowił teraz o tym nie myśleć. Miał dziewczynę swojego życia przy sobie i tyle mu było trzeba.
-I kto to mówi? - zapytał Stefan. Wydawał się strasznie spięty. Też nalał sobie szklankę alkoholu , po czym siadł naprzeciwko pary.- Też się martwię - wyznał - Klaus jest czasami gorszy od Damona, nie wiadomo ile wrogów sobie narobił, ani ilu z nich jest w Nowym Orleanie. Jeżeli zobaczą go z Caroline i zauważą, że jest dla niego ważna..
-Stanie się kartą przetargową dla ich nierozwiązanych spraw- dokończył Damon
Elena wzięła telefon i wyszła z pokoju. Jeden sygnał drugi trzeci. W końcu Caroline odebrała zaspanym głosem
-Hej , przepraszam, że cię budzę...- zaczęła Elena - Po prostu się martwiłam, jeszcze Stefan i Damon mówią o wrogach Klausa i, że ze względu na nich może ci grozić niebezpieczeństwo...- przerwała.- Po prostu chce wiedzieć czy wszystko z tobą w porządku.
-Eleno nie martw się - zaczęła blondynka poruszona zainteresowaniem przyjaciółki - Nic mi nie będzie. Ale też miałam zamiar do ciebie zadzwonić.
-Tak?
-Tak, chcialam cię uspokoić i przeprosić, że wcześniej Klaus odebrał mój telefon - wyjaśniła - I cię o coś poprosić.
-Co jest Care? - Elena zaczęła się martwić.
-Gdy dzwoniłam do Klausa mówił coś o ostrzu Papa Tunde, nawet jemu jest w stanie zadać niewyobrażalny ból i unieszkodliwić, a wiesz, że my sami mamy coraz więcej wrogów - zaczęła powoli blondynka
-Jasne, zapytam Bonnie. Coś jeszcze?
-Nie - blondynka na chwilę zamilkła - Właściwie to tak. Tyler przed wyjazdem mnie odwiedził, wie coś o Klausie, powiedział że jestem bezpieczna, ale ta wiedza mnie skrzywdzi. Dlatego nie chciał, żebym jechała.
-Może masz konkurencję - zaśmiała się Elena
-Chciałabym,żeby tylko o to chodziło - westchnęła Caroline - Myślę, że Tyler nie fatygowałby się do mnie ryzykując spotkanie z Klausem, gdyby chodziło o jego nową dziewczynę.
-Care, spotkam się jutro z Tylerem i zapytam, ale tak czy inaczej myślę, że powinien powiedzieć tobie
-Właściwie chciał tylko wtedy przyszedł Klaus. - powiedziała spokojnie - Elena muszę kończyć chyba Klaus wrócił. Obiecuję że zadzwonię jutro.
-Można się dosiąść, ślicznotko ? - zagaił Damon. Elena w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Damon wiedział, że martwi się o Caroline. Jednak nie do końca to rozumiał. Uważał, że nic jej nie będzie i wiedział, że blondynka doskonale umie sobie sama poradzić, jednak nie mówił tego na głos. To nie było w jego stylu. - Nie martw się o Caroline, może zaprzyjaźni się z Barbie Klausa i zaczną razem chodzić na zakupy, przekroczą limity na karcie Klausa, wtedy on zasztyletuje siostrzyczkę,a Caroline do nas wróci i wypłacze ci się w rękaw żaląc na złą hybrydę.
-Damon to nie jest śmieszne! - powiedziała po czym delikatnie uderzyła mnie w ramię,
-Oczywiście, że jest, jesteś po prostu zbyt zajęta zamartwianiem ,żeby to dostrzec - powiedział i wstał, żeby nalać sobie burbonu. Po chwili zastanowienia napełnił też drugą szklankę, którą podał Elenie. Dziewczyna wzięła ją bez zastanowienia. Wampir usadowił się wygodnie koło niej obejmując ją ramieniem.
-Naprawdę się martwię - szepnęła. Brunet podał jej telefon - Już dzwoniłam, ale Klaus odebrał i powiedział, że Caroline jest bezpieczna.
-Może zadzwoń jeszcze raz, warto spróbować - powiedział wchodząc do pokoju Stefan,
-Nieładnie podsłuchiwać braciszku - odezwał się Damon z uśmiechem. Ogólnie był bardzo zadowolony. Sprawa z Katherine kosztowała go trochę nerwów, ale już był koniec. Została jeszcze sprawa podróżników, ale postanowił teraz o tym nie myśleć. Miał dziewczynę swojego życia przy sobie i tyle mu było trzeba.
-I kto to mówi? - zapytał Stefan. Wydawał się strasznie spięty. Też nalał sobie szklankę alkoholu , po czym siadł naprzeciwko pary.- Też się martwię - wyznał - Klaus jest czasami gorszy od Damona, nie wiadomo ile wrogów sobie narobił, ani ilu z nich jest w Nowym Orleanie. Jeżeli zobaczą go z Caroline i zauważą, że jest dla niego ważna..
-Stanie się kartą przetargową dla ich nierozwiązanych spraw- dokończył Damon
Elena wzięła telefon i wyszła z pokoju. Jeden sygnał drugi trzeci. W końcu Caroline odebrała zaspanym głosem
-Hej , przepraszam, że cię budzę...- zaczęła Elena - Po prostu się martwiłam, jeszcze Stefan i Damon mówią o wrogach Klausa i, że ze względu na nich może ci grozić niebezpieczeństwo...- przerwała.- Po prostu chce wiedzieć czy wszystko z tobą w porządku.
-Eleno nie martw się - zaczęła blondynka poruszona zainteresowaniem przyjaciółki - Nic mi nie będzie. Ale też miałam zamiar do ciebie zadzwonić.
-Tak?
-Tak, chcialam cię uspokoić i przeprosić, że wcześniej Klaus odebrał mój telefon - wyjaśniła - I cię o coś poprosić.
-Co jest Care? - Elena zaczęła się martwić.
-Gdy dzwoniłam do Klausa mówił coś o ostrzu Papa Tunde, nawet jemu jest w stanie zadać niewyobrażalny ból i unieszkodliwić, a wiesz, że my sami mamy coraz więcej wrogów - zaczęła powoli blondynka
-Jasne, zapytam Bonnie. Coś jeszcze?
-Nie - blondynka na chwilę zamilkła - Właściwie to tak. Tyler przed wyjazdem mnie odwiedził, wie coś o Klausie, powiedział że jestem bezpieczna, ale ta wiedza mnie skrzywdzi. Dlatego nie chciał, żebym jechała.
-Może masz konkurencję - zaśmiała się Elena
-Chciałabym,żeby tylko o to chodziło - westchnęła Caroline - Myślę, że Tyler nie fatygowałby się do mnie ryzykując spotkanie z Klausem, gdyby chodziło o jego nową dziewczynę.
-Care, spotkam się jutro z Tylerem i zapytam, ale tak czy inaczej myślę, że powinien powiedzieć tobie
-Właściwie chciał tylko wtedy przyszedł Klaus. - powiedziała spokojnie - Elena muszę kończyć chyba Klaus wrócił. Obiecuję że zadzwonię jutro.
sobota, 26 listopada 2016
5.Nie, nie uważam Cię za stratę czasu Caroline
Wydawało mi się, że jechaliśmy całą wieczność. Klaus nie odezwał się ani słowem. Jechał dość ostrożnie, w porównaniu do tego jak zwykle prowadził Damon. Cisza już zaczynała mi przeszkadzać, ale w pewnym sensie bałam się ją przerywać. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Wyjęłam go z torebki i spojrzałam na wyświetlacz 'Elena'. Klaus spojrzał lekko zirytowany
-Pozwól, że ja odbiorę, kochana - powiedział i zanim zdążyłam odpowiedzieć wyjął telefon z mojej dłoni i wcisnął zieloną słuchawkę. - Witaj, panno Gilbert. - przywitał ją chłodnym tonem z charakterystycznym akcentem.
-Klaus...daj mi Caroline! - nakazała zdenerwowana Elena
-Caroline nic nie jest, myślę, że ona doskonale wie, że jej nie skrzywdzę - powiedział po czym się rozłączył. Oddał mi telefon bez słowa wpatrując się w drogę.
-Klaus...umiem sama odebrać swój telefon- powiedziałam stanowczo.
-Oczywiście. - odpowiedział krótko. Tyle było naszej rozmowy. Pierwotny nie lubił rozmawiać o głupotach, ale zawsze znajdywaliśmy wspólny temat i myślę, że całkiem dobrze nam się konwersowało. Jego obojętność trochę mnie dziwiła, a trochę przerażała. Był jakiś inny. Trochę nieobecny. Moje przemyślenia przerwał znak wskazujący drogę do Nowego Orleanu . 30km w prawo i będziemy na miejscu. Nie mogłam się doczekać. Jakie było moje zdziwienie,gdy samochód skręcił w przeciwną stronę.
-Gdzie jedziemy ? - spytałam trochę już spanikowana.
-To niespodzianka - odpowiedział i zaczął zwalniać. Byliśmy na jakimś kompletnym odludziu. W środku lasu. Nie miałam pojęcia dlaczego mnie tu zabrał.
-Klaus! - krzyknęłam na niego - Co my tu robimy? - nie odpowiedział. Wysiadł z samochodu i w wampirzym tempie otworzył moje drzwi. Podał mi rękę jak gentelman. - Nie ma mowy. Nie wysiąde póki nie powiesz dlaczego tu przyjechaliśmy.
-Caroline, najdroższa, nie rób miny obrażonego dziecka - zaśmiał się. - Chodź to wszystko ci wytłumaczę. - znowu podał rekę. Zignorowałam ją i sama wysiadłam z samochodu. Klaus zaczął iść przed siebie. Stwierdziłam, że chyba powinnam iść za nim. Jednak wyostrzyłam wszystkie myśli nie czułam się bezpiecznie. Przez kilka minut szliśmy przez las, nagle hybryda się zatrzymała.
-Zamknij oczy
-Co?
-Nie bój się zaufaj mi i zamknij oczy - powiedział spokojnie -Może ci pomogę -podszedł do mnie od tyłu i położył mi dłonie na oczach. Chciałam się wyrwać , ale nie bałam się go , mimo zasłoniętych oczu czułam się bezpieczna. Szliśmy powoli. Jeden krok, drugi, trzeci .
-Niespodzianka - szepnął Klaus i odsłonił mi oczy. Zobaczyłam piękne jezioro oświetlone z każdej strony, A obok stał piękny drewniany domek. Przypominał mi ten rodziców Eleny, a właściwie jej adopcyjnych rodziców. Nie ważne
-Wow - powiedziałam - całkiem miły widok
-Wiedziałem że ci się spodoba - uśmiechnął się szeroko - wejdźmy do środka
-Możemy ? W sensie nie zostaliśmy zaproszeni , ani nic...
-Nie martw się najdroższa, właściciele zostali moim obiadem
-Klaus! - zganiłam go - Mam nadzieję, że to żart
-Oczywiście. - powiedział z uśmiechem . Weszliśmy do środka. Było bardzo przytulnie i całkiem ładnie. Ale nie dałam się zwieść. Miał mi wytłumaczyć o co tu wszystko chodzi. Mieliśmy być w Nowym Orleanie. A nie w jakimś lesie. Czy to był podstęp, żeby mnie tu zaciągnąć?
-A teraz mów co tu robimy - nakazałam stanowczo - I liczę na szczegółowe wyjaśnienia.
-Cóż... usiądź kochana. - nakazał krzesło. Usiadłam. Siadł naprzeciw i nie spuszczał ze mnie wzroku. -Kiedyś wraz z moim rodzeństwem mieszkaliśmy w Nowym Orleanie. Miasto należało do nas. Ale jak już nie mogliśmy długo nigdzie zostać, z powodu Mikela. W nowym Orleanie również nas znalazł. Wybuchł pożar. Myślałem, że zginął w nim Marcel. - zrobił pauzę - Gdy go poznałem był chłopcem, który pracował na plantacji. Był bity, wykorzystywany, jego ojciec pozwolił by tak go traktowano. Przypominał mi mnie. - przerwał. Widziałam smutek w jego oczach. I złość. Dużo złości. Mimowolnie położyłam dłoń na jego,mając nadzieję ,że to go trochę uspokoi. Pierwotny popatrzył mi w oczy.
-Mów dalej ... - powiedzialam spokojnie.
-Marcel był dla mnie jak syn. Razem z rodzeństwem zajmowaliśmy się nim. A on dorastał. Chciał być taki jak my. Chciał być wampirem. Ale też bardzo chciał Rebeki. Zwykle pozbywałem się adoratorów siostry -przerwał.Chyba czekał na moją reakcję, ale mimo, że jego wyznanie zaczęło mrozić mi krew w żyłach. Pozostałam nie wzruszona. Klaus się przede mną otworzył i chciałam wiedzieć więcej.- Rebekah twierdziła, że to ten jedyny... więc dałem mu wybór mógł albo do końca swoich ludzkich dni być z nią, albo zostać wampirem. Wyobraź sobie jaka była mina mojej siostry, gdy wyjąłem z niej sztylet i okazało się, że jej ukochany woli zostać nieśmiertelnym, niż być z nią. I gdy okazałem swoją łaskę i pozwoliłem im być razem. Gdy wszystko zaczęło wracać do normy pojawił się mój ojciec. My uciekliśmy, ale dla Marcela nie było ratunku.
-Klaus...bardzo mi przykro z powodu tego co się stało - zaczęłam spokojnie- Rozumiem twój ból. - położyłam mu rękę na ramieniu. Hybryda jednak się nie uspokoiła. Wstał i uderzył w stół robiąc w nim dziurę, po czym kopnął krzesło na którym przed chwilą siedział.
-Nic nie rozumiesz Caroline. - warknął. Teraz to już zaczynał mnie trochę przerażać. Był wybuchowy. Poza tym miał jakiś 1000 lat. Cała jego przeszłość była dla mnie nie do ogarnięcia. Gdy wydawało mi się, że już wszystko wiem dowiadywałam się czegoś nowego. Był kimś kto głęboko zakopuje swoje rany, ale gdy je odkopuje nie reaguje smutkiem jak większość osób tylko złością.-Może zrozumiesz to, że gdy wróciłem do Nowego Orleanu, okazało się, że Marcel ma się bardzo dobrze. Że zagarnął moje imperium. Podczas, gdy ja uciekałem przed Mikelem i siedziałem w tym waszym durnym Mystic Falls on mieszkał w moim domu. Spał w moim łóżku. I wmawiał ludziom ,że znak m pochodzi od imienia Marcellus. Nie, M jak Mikelson! - ryknął i kopnął drugie krzesło. Podeszłam do niego ostrożnie. Był naprawdę zdenerwowany. Przez ten czas, gdy go nie było zapomniałam o jego porywczości i czy naprawdę nigdy by mnie nie skrzywdził? W końcu zasztyletował swoje rodzeństwo naprawdę wiele razy. Zabił naprawdę wielu niewinnych. Wielokrotnie krzywdził albo chciał skrzywdzić moich przyjaciół.
Gdy stanął przy oknie, wiedziałam że zaraz je rozbije. W wampirzym tempie znalazłam się przed nim.
-Klaus...uspokój się ..proszę. - powiedziałam spokojnie patrząc mu w oczy. - Wiem, że to było dla ciebie trudne, ale proszę.
-A wiesz co w tym jest najgorsze ? - był spokojniejszy, ale teraz jego głos był pełny goryczy - Że to moja siostra i Marcel sprowadzili Mikela do Nowego Orleanu. Sprowadzili go, bo chcieli mojej śmierci. Chcieli mnie zabić tylko po to by być razem. I dowiedziałem się tego dopiero teraz. Przez te wszystkie lata Rebekah ukrywała to przede mną, a ja zastanawiałem się jak nas znalazł i tęskniłem za tamtym życiem. Myślałem wiele razy jak by to wyglądało gdybyśmy tam zostali.
Teraz byłam w szoku. Wiem,że Klaus nie zawsze był w porządku wobec Rebeki. Co ja mówię, traktował ją okropnie, ale czy to powód by chcieć śmierci własnego brata? Zaczynałam rozumieć dlaczego Klaus był taki wybuchowy. Ojciec, który go nienawidził, matka która chciała zabić swoje dzieci, używając do tego podstępu, całe jego rodzeństwo spiskujące przeciwko sobie nawzajem. Wyciągnął pomocną dłoń do tego Marcela, a on tak mu się odpłacił.
-Teraz Elijah i Rebekah są uwięzieni na cmentarzu. Zamknęła ich tam pewna mściwa czarownica, z nadzieją, że zabiję swoją siostrę i naprawdę chciałem to zrobić... ale wtedy zadzwoniłaś.
-Czyli Rebekah ma u mnie spory dług wdzięczności - powiedziałam obracając to trochę w żart
-Można tak powiedzieć - odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął - Dlatego nie mogę zabrać cię od razu do Nowego Orleanu, rano moje rodzeństwo będzie wolne i wtedy pomogą zapewnić ci bezpieczeństwo. - dokończył. - A teraz możesz iść do drugiego pokoju położyć się spać. Pewnie jesteś zmęczona podróżą
-A ty ? - spytałam zaskoczona chyba nie zamierzał zostawić mnie tu samej. Co prawda jestem wampirem,ale dalej przerażała mnie myśl zostania samej w domku w środku lasu.
-Ja zostanę tutaj. Domek jest mały. Jedna sypialnia. - wyjaśnił - Chyba, że chcesz mnie zaprosić do swojego pokoju - dodał uśmiechając się łobuzersko.
-Nie sądzę - odpowiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę pokoju. W drzwiach jednak się zatrzymałam była pewna rzecz która nie dawała mi spokoju.
-Klaus...
-Tak? - przestał wpatrywać się w okno i odwrócił się w moją stronę. Chciałam zapytać go o to o czym mówił Tyler, jednak stwierdziłam, że to może go tylko zdenerwować, a na dzisiaj już wystarczy. Zamiast tego pomyślałam, że zapytam o co innego.
-Powiedziałeś że traciłeś czas będąc w Mystic Falls...- zaczęłam. Nie spuszczał ze mnie wzroku czekając na właściwe pytanie. Tylko sama nie wiedziałam jak mam je zadać. Nie chciałam wyjść na śmieszną, a tym bardziej na żałosną. - To co ja właściwie tu robię? - usłyszałam własne słowa. świetnie Caroline, normalnie świetnie. Jakbym nie mogła po prostu się zamknąć i iść spać.
Klaus w wampirzym tempie znalazł się tuż przede mną.
-Nie, nie uważam cię za stratę czasu, Caroline. - powiedział po czym delikatnie musnął moje wargi swoimi i zanim zdążyłam zareagować rozpłynął się w powietrzu. Po prostu idealnie. Chociaż może lepiej, chyba nie miałam ochoty na tą rozmowę. Zresztą wydawało mi się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, wtedy w lesie w Mystic Falls. Tylko wtedy myślałam, że już więcej go nie zobaczę. Przeklęłam w myślach jeszcze kilka razy Katherine. I poszłam do pokoju położyć się spać.
-Pozwól, że ja odbiorę, kochana - powiedział i zanim zdążyłam odpowiedzieć wyjął telefon z mojej dłoni i wcisnął zieloną słuchawkę. - Witaj, panno Gilbert. - przywitał ją chłodnym tonem z charakterystycznym akcentem.
-Klaus...daj mi Caroline! - nakazała zdenerwowana Elena
-Caroline nic nie jest, myślę, że ona doskonale wie, że jej nie skrzywdzę - powiedział po czym się rozłączył. Oddał mi telefon bez słowa wpatrując się w drogę.
-Klaus...umiem sama odebrać swój telefon- powiedziałam stanowczo.
-Oczywiście. - odpowiedział krótko. Tyle było naszej rozmowy. Pierwotny nie lubił rozmawiać o głupotach, ale zawsze znajdywaliśmy wspólny temat i myślę, że całkiem dobrze nam się konwersowało. Jego obojętność trochę mnie dziwiła, a trochę przerażała. Był jakiś inny. Trochę nieobecny. Moje przemyślenia przerwał znak wskazujący drogę do Nowego Orleanu . 30km w prawo i będziemy na miejscu. Nie mogłam się doczekać. Jakie było moje zdziwienie,gdy samochód skręcił w przeciwną stronę.
-Gdzie jedziemy ? - spytałam trochę już spanikowana.
-To niespodzianka - odpowiedział i zaczął zwalniać. Byliśmy na jakimś kompletnym odludziu. W środku lasu. Nie miałam pojęcia dlaczego mnie tu zabrał.
-Klaus! - krzyknęłam na niego - Co my tu robimy? - nie odpowiedział. Wysiadł z samochodu i w wampirzym tempie otworzył moje drzwi. Podał mi rękę jak gentelman. - Nie ma mowy. Nie wysiąde póki nie powiesz dlaczego tu przyjechaliśmy.
-Caroline, najdroższa, nie rób miny obrażonego dziecka - zaśmiał się. - Chodź to wszystko ci wytłumaczę. - znowu podał rekę. Zignorowałam ją i sama wysiadłam z samochodu. Klaus zaczął iść przed siebie. Stwierdziłam, że chyba powinnam iść za nim. Jednak wyostrzyłam wszystkie myśli nie czułam się bezpiecznie. Przez kilka minut szliśmy przez las, nagle hybryda się zatrzymała.
-Zamknij oczy
-Co?
-Nie bój się zaufaj mi i zamknij oczy - powiedział spokojnie -Może ci pomogę -podszedł do mnie od tyłu i położył mi dłonie na oczach. Chciałam się wyrwać , ale nie bałam się go , mimo zasłoniętych oczu czułam się bezpieczna. Szliśmy powoli. Jeden krok, drugi, trzeci .
-Niespodzianka - szepnął Klaus i odsłonił mi oczy. Zobaczyłam piękne jezioro oświetlone z każdej strony, A obok stał piękny drewniany domek. Przypominał mi ten rodziców Eleny, a właściwie jej adopcyjnych rodziców. Nie ważne
-Wow - powiedziałam - całkiem miły widok
-Wiedziałem że ci się spodoba - uśmiechnął się szeroko - wejdźmy do środka
-Możemy ? W sensie nie zostaliśmy zaproszeni , ani nic...
-Nie martw się najdroższa, właściciele zostali moim obiadem
-Klaus! - zganiłam go - Mam nadzieję, że to żart
-Oczywiście. - powiedział z uśmiechem . Weszliśmy do środka. Było bardzo przytulnie i całkiem ładnie. Ale nie dałam się zwieść. Miał mi wytłumaczyć o co tu wszystko chodzi. Mieliśmy być w Nowym Orleanie. A nie w jakimś lesie. Czy to był podstęp, żeby mnie tu zaciągnąć?
-A teraz mów co tu robimy - nakazałam stanowczo - I liczę na szczegółowe wyjaśnienia.
-Cóż... usiądź kochana. - nakazał krzesło. Usiadłam. Siadł naprzeciw i nie spuszczał ze mnie wzroku. -Kiedyś wraz z moim rodzeństwem mieszkaliśmy w Nowym Orleanie. Miasto należało do nas. Ale jak już nie mogliśmy długo nigdzie zostać, z powodu Mikela. W nowym Orleanie również nas znalazł. Wybuchł pożar. Myślałem, że zginął w nim Marcel. - zrobił pauzę - Gdy go poznałem był chłopcem, który pracował na plantacji. Był bity, wykorzystywany, jego ojciec pozwolił by tak go traktowano. Przypominał mi mnie. - przerwał. Widziałam smutek w jego oczach. I złość. Dużo złości. Mimowolnie położyłam dłoń na jego,mając nadzieję ,że to go trochę uspokoi. Pierwotny popatrzył mi w oczy.
-Mów dalej ... - powiedzialam spokojnie.
-Marcel był dla mnie jak syn. Razem z rodzeństwem zajmowaliśmy się nim. A on dorastał. Chciał być taki jak my. Chciał być wampirem. Ale też bardzo chciał Rebeki. Zwykle pozbywałem się adoratorów siostry -przerwał.Chyba czekał na moją reakcję, ale mimo, że jego wyznanie zaczęło mrozić mi krew w żyłach. Pozostałam nie wzruszona. Klaus się przede mną otworzył i chciałam wiedzieć więcej.- Rebekah twierdziła, że to ten jedyny... więc dałem mu wybór mógł albo do końca swoich ludzkich dni być z nią, albo zostać wampirem. Wyobraź sobie jaka była mina mojej siostry, gdy wyjąłem z niej sztylet i okazało się, że jej ukochany woli zostać nieśmiertelnym, niż być z nią. I gdy okazałem swoją łaskę i pozwoliłem im być razem. Gdy wszystko zaczęło wracać do normy pojawił się mój ojciec. My uciekliśmy, ale dla Marcela nie było ratunku.
-Klaus...bardzo mi przykro z powodu tego co się stało - zaczęłam spokojnie- Rozumiem twój ból. - położyłam mu rękę na ramieniu. Hybryda jednak się nie uspokoiła. Wstał i uderzył w stół robiąc w nim dziurę, po czym kopnął krzesło na którym przed chwilą siedział.
-Nic nie rozumiesz Caroline. - warknął. Teraz to już zaczynał mnie trochę przerażać. Był wybuchowy. Poza tym miał jakiś 1000 lat. Cała jego przeszłość była dla mnie nie do ogarnięcia. Gdy wydawało mi się, że już wszystko wiem dowiadywałam się czegoś nowego. Był kimś kto głęboko zakopuje swoje rany, ale gdy je odkopuje nie reaguje smutkiem jak większość osób tylko złością.-Może zrozumiesz to, że gdy wróciłem do Nowego Orleanu, okazało się, że Marcel ma się bardzo dobrze. Że zagarnął moje imperium. Podczas, gdy ja uciekałem przed Mikelem i siedziałem w tym waszym durnym Mystic Falls on mieszkał w moim domu. Spał w moim łóżku. I wmawiał ludziom ,że znak m pochodzi od imienia Marcellus. Nie, M jak Mikelson! - ryknął i kopnął drugie krzesło. Podeszłam do niego ostrożnie. Był naprawdę zdenerwowany. Przez ten czas, gdy go nie było zapomniałam o jego porywczości i czy naprawdę nigdy by mnie nie skrzywdził? W końcu zasztyletował swoje rodzeństwo naprawdę wiele razy. Zabił naprawdę wielu niewinnych. Wielokrotnie krzywdził albo chciał skrzywdzić moich przyjaciół.
Gdy stanął przy oknie, wiedziałam że zaraz je rozbije. W wampirzym tempie znalazłam się przed nim.
-Klaus...uspokój się ..proszę. - powiedziałam spokojnie patrząc mu w oczy. - Wiem, że to było dla ciebie trudne, ale proszę.
-A wiesz co w tym jest najgorsze ? - był spokojniejszy, ale teraz jego głos był pełny goryczy - Że to moja siostra i Marcel sprowadzili Mikela do Nowego Orleanu. Sprowadzili go, bo chcieli mojej śmierci. Chcieli mnie zabić tylko po to by być razem. I dowiedziałem się tego dopiero teraz. Przez te wszystkie lata Rebekah ukrywała to przede mną, a ja zastanawiałem się jak nas znalazł i tęskniłem za tamtym życiem. Myślałem wiele razy jak by to wyglądało gdybyśmy tam zostali.
Teraz byłam w szoku. Wiem,że Klaus nie zawsze był w porządku wobec Rebeki. Co ja mówię, traktował ją okropnie, ale czy to powód by chcieć śmierci własnego brata? Zaczynałam rozumieć dlaczego Klaus był taki wybuchowy. Ojciec, który go nienawidził, matka która chciała zabić swoje dzieci, używając do tego podstępu, całe jego rodzeństwo spiskujące przeciwko sobie nawzajem. Wyciągnął pomocną dłoń do tego Marcela, a on tak mu się odpłacił.
-Teraz Elijah i Rebekah są uwięzieni na cmentarzu. Zamknęła ich tam pewna mściwa czarownica, z nadzieją, że zabiję swoją siostrę i naprawdę chciałem to zrobić... ale wtedy zadzwoniłaś.
-Czyli Rebekah ma u mnie spory dług wdzięczności - powiedziałam obracając to trochę w żart
-Można tak powiedzieć - odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął - Dlatego nie mogę zabrać cię od razu do Nowego Orleanu, rano moje rodzeństwo będzie wolne i wtedy pomogą zapewnić ci bezpieczeństwo. - dokończył. - A teraz możesz iść do drugiego pokoju położyć się spać. Pewnie jesteś zmęczona podróżą
-A ty ? - spytałam zaskoczona chyba nie zamierzał zostawić mnie tu samej. Co prawda jestem wampirem,ale dalej przerażała mnie myśl zostania samej w domku w środku lasu.
-Ja zostanę tutaj. Domek jest mały. Jedna sypialnia. - wyjaśnił - Chyba, że chcesz mnie zaprosić do swojego pokoju - dodał uśmiechając się łobuzersko.
-Nie sądzę - odpowiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę pokoju. W drzwiach jednak się zatrzymałam była pewna rzecz która nie dawała mi spokoju.
-Klaus...
-Tak? - przestał wpatrywać się w okno i odwrócił się w moją stronę. Chciałam zapytać go o to o czym mówił Tyler, jednak stwierdziłam, że to może go tylko zdenerwować, a na dzisiaj już wystarczy. Zamiast tego pomyślałam, że zapytam o co innego.
-Powiedziałeś że traciłeś czas będąc w Mystic Falls...- zaczęłam. Nie spuszczał ze mnie wzroku czekając na właściwe pytanie. Tylko sama nie wiedziałam jak mam je zadać. Nie chciałam wyjść na śmieszną, a tym bardziej na żałosną. - To co ja właściwie tu robię? - usłyszałam własne słowa. świetnie Caroline, normalnie świetnie. Jakbym nie mogła po prostu się zamknąć i iść spać.
Klaus w wampirzym tempie znalazł się tuż przede mną.
-Nie, nie uważam cię za stratę czasu, Caroline. - powiedział po czym delikatnie musnął moje wargi swoimi i zanim zdążyłam zareagować rozpłynął się w powietrzu. Po prostu idealnie. Chociaż może lepiej, chyba nie miałam ochoty na tą rozmowę. Zresztą wydawało mi się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, wtedy w lesie w Mystic Falls. Tylko wtedy myślałam, że już więcej go nie zobaczę. Przeklęłam w myślach jeszcze kilka razy Katherine. I poszłam do pokoju położyć się spać.
wtorek, 1 listopada 2016
4.Witaj kochana cz.2
Klaus wyszedł z domu, wszyscy patrzyli na mnie w milczeniu. Nawet zwykle wygadany Damon nie miał nic do powiedzenia.
-Caroline ...- ciszę przerwała Elena i położyła mi rękę na ramieniu
-Nigdzie z nim nie pojedziesz - powiedziała stanowczo Bonnie
-Bonnie, Klaus zaproponował układ, a Caroline się zgodziła...- zaczął Stefan
-On jest niebezpieczny ! -krzyknęła Bonnie
-Ale jej nie skrzywdzi - odpowiedział Stefan
-Myślę, że to nie o jego obawia się Bonnie - przemówił nagle Matt - Nie tylko Klaus jest w Nowym Orleanie. Są tam też Elijah i Rebekah. A tam gdzie rodzina pierwotnych....
-Są i ich wrogowie - dokończył Damon zamyślony
-Caroline nie pojedzie! - powiedziała tym razem Elena
-Eleno myślę, że ona sama powinna decydować - powiedział spokojnie Stefan.
-Wciąż tu jestem - odezwałam się trochę urażona, że to moi przyjaciele chcą podejmować za mnie decyzję
-Przepraszam Caroline - powiedziała skruszona Elena -Ale nie możesz...
-Pojadę - przerwałam jej. - Zawsze chciałam zobaczyć Nowy Orlean - dodałam. W sumie taka była prawda. Chciałam zwiedzić świat. Przypomniało mi się, gdy Klaus pierwszy raz ocalił mi życie. Pomijając to, że sam je naraził. Kazał mojemu chłopakowi Tylerowi mnie ugryźć. Ugryzienie wampira jest śmiertelne dla wampira. Jedynym lekarstwem jest krew Klausa. Klaus przyszedł mnie uratować. To były moje urodziny. Mówił, że cały świat na mnie czeka. Nie raz w naszych rozmowach mówił, że bardzo chciałby mi go pokazać. Nie byłam gotowa na zwiedzanie świata, ale dlaczego nie zwiedzić pięknego miasta, skoro mam taką okazję.
-Caroline, nigdzie nie pojedziesz ! - wrzasnął Tyler
-Akurat ty nie masz nic do powiedzenia.- ucięłam , pożegnałam się z Bonnie i Eleną, obiecując, że niedługo wrócę. Nie obyło się bez grupowego tulaska. Pożegnałam się też ze Stefanem,Mattem, Jeremym, a nawet z Damonem. Na Tylera nie chciałam nawet patrzeć. To on zostawił mnie szukając zemsty na Klausie. Wolał się mścić, niż być tu ze mną. Wybrał. Poszłam do samochodu. Odpaliłam go i pojechałam do domu. Zaczęłam się pakować. Teraz dotarło do mnie, że nie wiem ile zabrać rzeczy,bo nie wiem ile będzie trwal ten wyjazd. Wybrałam numer Klausa
-Witaj kochana, gotowa? - zapytał zadowolony. Już widziałam oczami wyobraźni ten jego uśmiech na twarzy.
-Nie Klaus, zaczęłam się pakować, ale nie wiem na ile jadę, ani czy jest zimno czy ciepło, ani co będziemy robić i nie wiem co zabrać - zaczęłam pakować, wszystko musiało być idealnie, nie chodziło o to, że mi zależy czy coś po prostu byłam perfekcjonistką, wszystko zawsze musiało być perfekcyjnie.
-Caroline spokojnie - powiedział- Na ile zachcesz, chcę zabrać cię na kilka dni pokazać miasto, a to czy będziesz chciała zostać zależy od ciebie -
-Nie,nie będę - mruknęłam zdenerwowana i rozłączyłam się. Wrzuciłam do walizki 3 pary spodni, 3 sukienki, kilka bluzek, bieliznę na zmianę, skórzaną kurtkę, dwie pary szpilek i jedne balerinki, trochę kosmetyków. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jeszcze nie jestem gotowa- krzyknęłam i podeszłam je otworzyć. Wbrew moim podejrzeniom,nie stał przed nimi Klaus tylko Tyler. Chciałam je zamknąć, ale przytrzymał je
-Czego chcesz? - warknęłam. Chociaż to chyba bardziej on powinien warczeć w końcu był hybrydą, pół wampiem,pół wilkołakiem
-Porozmawiać. Daj mi 5 minut Care - poprosił
-Dobrze, wejdź, właśnie kończę się pakować - Tyler wszedł i siadł na moim łóżku. Patrzył na walizkę, przyglądał się mi, podczas gdy składałam ubrania, których zdecydowałam się jednak nie brać.
-Posłuchaj...tak nie lubię Klausa, nienawidzę go. - zaczął. Też mi nowość. Nie chciałam jednak mu przerywać więc słuchałam w milczeniu. - Kiedy wyjechałem by się na nim zemścić... wygrał ze mną, pokonał mnie, ale mnie nie zabił. Myślę, że zrobił to przez wzgląd na ciebie. Nigdy cię nie skrzywdził. A nawet jeśli naprawiał swój błąd.
-Do czego zmierzasz? - spytałam i usiadłam na łóżku koło niego.
-Care, mimo, że Klaus jest potworem to ty zawsze działałaś na niego inaczej. Nie pozwoliłby, żeby stała ci się krzywda, ale gdy wyjedziesz do Nowego Orleanu...boję się, że dowiesz się rzeczy, które mogą cię skrzywdzić
-Tyler czy jest coś co powinnam wiedzieć ?- zapytałam patrząc mu w oczy, trochę mnie to przestraszyło. Jaka tajemnica Klausa mogłaby mnie skrzywdzić? Co to mogło być? I dlaczego Tyler o tym wie ? Znowu rozległo sie pukanie do drzwi. Podeszłam je otworzyć. Moim oczom ukazała się pierwotna hybryda. Nie wiedziałam że stoi za mną Tyler
-O kogo my tu mamy. Tyler Lockwood - uśmiechnął się - Czy pozwoliłem ci wrócić do miasta? - zapytał a jego oczy rozbłysły gniewem.
-Klaus! - upomniałam go. Teraz spojrzał na mnie.
-Co on tu robi Caroline? Nie wiedziałem, że zamierzasz wrócić do tego przegranego wilczka - Teraz był zdecydowanie zły na mnie. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Tyler rzucił się na Klausa i w jednej sekundzie znaleźli się na moim ogródku walcząc. W tym momencie zauważyłam że podjeżdża moja mama. Super jeszcze tego mi brakowało. Szeryf wysiadła
-Co się tu dzieje ? - spytała przerażona -TYLER! KLAUS! - wrzasnęła na nich tym swoim surowym tonem. Od razu przerwali i wpatrywali się w nią - Jeden i drugi wstawać z ziemi natychmiast - powiedziała stanowczo. O dziwo obydwoje jej posłuchali. Klaus wstał z Tylera, otrzepując ubranie.
-Przepraszam bardzo szeryf Forbes, to już się nie powtórzy - powiedział z tym swoim brytyjskim akcentem uśmiechając się czarująco.
-To na mnie nie działa, Klaus
-Bardzo dobrze, że się pani zjawiła. Chciałem panią poinformować,że zabieram Caroline na wycieczkę do Nowego Orleanu - dalej uśmiechał się w ten sposób. Co on robi? Moja mama mnie zabije,że nic jej nie powiedziałam, poza tym zaraz będzie próbować zastrzelić jego. Mama popatrzyla na mnie tylko pytająco. Kiwnęłam głową i delikatnie się do niej uśmiechnęłam.
-Myślę, że dobrze jej to zrobi - powiedziała niepewnie - Ale jeżeli chociaż wlos z głowy spadnie mojej córce....nie obchodzi mnie kim jesteś, ale zdobędę kołek z białego dębu i własnoręcznie wbiję ci go w pierś - teraz już była stanowcza, miałam wrażenie, że nawet samego pierwotnego trochę przestraszyła. Podeszłam do Tylera, podałam mu dłoń i pomogłam wstać. Chłopak przyciągnął mnie do siebie
-Mam nadzieję, że jesteś w stanie sobie z tym poradzić - szepnął. Nie zdążyłam o nic zapytać, bo zniknął w mroku.
-Gotowa?
-Tak - odpowiedziałam Klausowi i wsiadłam do samochodu
-Caroline ...- ciszę przerwała Elena i położyła mi rękę na ramieniu
-Nigdzie z nim nie pojedziesz - powiedziała stanowczo Bonnie
-Bonnie, Klaus zaproponował układ, a Caroline się zgodziła...- zaczął Stefan
-On jest niebezpieczny ! -krzyknęła Bonnie
-Ale jej nie skrzywdzi - odpowiedział Stefan
-Myślę, że to nie o jego obawia się Bonnie - przemówił nagle Matt - Nie tylko Klaus jest w Nowym Orleanie. Są tam też Elijah i Rebekah. A tam gdzie rodzina pierwotnych....
-Są i ich wrogowie - dokończył Damon zamyślony
-Caroline nie pojedzie! - powiedziała tym razem Elena
-Eleno myślę, że ona sama powinna decydować - powiedział spokojnie Stefan.
-Wciąż tu jestem - odezwałam się trochę urażona, że to moi przyjaciele chcą podejmować za mnie decyzję
-Przepraszam Caroline - powiedziała skruszona Elena -Ale nie możesz...
-Pojadę - przerwałam jej. - Zawsze chciałam zobaczyć Nowy Orlean - dodałam. W sumie taka była prawda. Chciałam zwiedzić świat. Przypomniało mi się, gdy Klaus pierwszy raz ocalił mi życie. Pomijając to, że sam je naraził. Kazał mojemu chłopakowi Tylerowi mnie ugryźć. Ugryzienie wampira jest śmiertelne dla wampira. Jedynym lekarstwem jest krew Klausa. Klaus przyszedł mnie uratować. To były moje urodziny. Mówił, że cały świat na mnie czeka. Nie raz w naszych rozmowach mówił, że bardzo chciałby mi go pokazać. Nie byłam gotowa na zwiedzanie świata, ale dlaczego nie zwiedzić pięknego miasta, skoro mam taką okazję.
-Caroline, nigdzie nie pojedziesz ! - wrzasnął Tyler
-Akurat ty nie masz nic do powiedzenia.- ucięłam , pożegnałam się z Bonnie i Eleną, obiecując, że niedługo wrócę. Nie obyło się bez grupowego tulaska. Pożegnałam się też ze Stefanem,Mattem, Jeremym, a nawet z Damonem. Na Tylera nie chciałam nawet patrzeć. To on zostawił mnie szukając zemsty na Klausie. Wolał się mścić, niż być tu ze mną. Wybrał. Poszłam do samochodu. Odpaliłam go i pojechałam do domu. Zaczęłam się pakować. Teraz dotarło do mnie, że nie wiem ile zabrać rzeczy,bo nie wiem ile będzie trwal ten wyjazd. Wybrałam numer Klausa
-Witaj kochana, gotowa? - zapytał zadowolony. Już widziałam oczami wyobraźni ten jego uśmiech na twarzy.
-Nie Klaus, zaczęłam się pakować, ale nie wiem na ile jadę, ani czy jest zimno czy ciepło, ani co będziemy robić i nie wiem co zabrać - zaczęłam pakować, wszystko musiało być idealnie, nie chodziło o to, że mi zależy czy coś po prostu byłam perfekcjonistką, wszystko zawsze musiało być perfekcyjnie.
-Caroline spokojnie - powiedział- Na ile zachcesz, chcę zabrać cię na kilka dni pokazać miasto, a to czy będziesz chciała zostać zależy od ciebie -
-Nie,nie będę - mruknęłam zdenerwowana i rozłączyłam się. Wrzuciłam do walizki 3 pary spodni, 3 sukienki, kilka bluzek, bieliznę na zmianę, skórzaną kurtkę, dwie pary szpilek i jedne balerinki, trochę kosmetyków. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jeszcze nie jestem gotowa- krzyknęłam i podeszłam je otworzyć. Wbrew moim podejrzeniom,nie stał przed nimi Klaus tylko Tyler. Chciałam je zamknąć, ale przytrzymał je
-Czego chcesz? - warknęłam. Chociaż to chyba bardziej on powinien warczeć w końcu był hybrydą, pół wampiem,pół wilkołakiem
-Porozmawiać. Daj mi 5 minut Care - poprosił
-Dobrze, wejdź, właśnie kończę się pakować - Tyler wszedł i siadł na moim łóżku. Patrzył na walizkę, przyglądał się mi, podczas gdy składałam ubrania, których zdecydowałam się jednak nie brać.
-Posłuchaj...tak nie lubię Klausa, nienawidzę go. - zaczął. Też mi nowość. Nie chciałam jednak mu przerywać więc słuchałam w milczeniu. - Kiedy wyjechałem by się na nim zemścić... wygrał ze mną, pokonał mnie, ale mnie nie zabił. Myślę, że zrobił to przez wzgląd na ciebie. Nigdy cię nie skrzywdził. A nawet jeśli naprawiał swój błąd.
-Do czego zmierzasz? - spytałam i usiadłam na łóżku koło niego.
-Care, mimo, że Klaus jest potworem to ty zawsze działałaś na niego inaczej. Nie pozwoliłby, żeby stała ci się krzywda, ale gdy wyjedziesz do Nowego Orleanu...boję się, że dowiesz się rzeczy, które mogą cię skrzywdzić
-Tyler czy jest coś co powinnam wiedzieć ?- zapytałam patrząc mu w oczy, trochę mnie to przestraszyło. Jaka tajemnica Klausa mogłaby mnie skrzywdzić? Co to mogło być? I dlaczego Tyler o tym wie ? Znowu rozległo sie pukanie do drzwi. Podeszłam je otworzyć. Moim oczom ukazała się pierwotna hybryda. Nie wiedziałam że stoi za mną Tyler
-O kogo my tu mamy. Tyler Lockwood - uśmiechnął się - Czy pozwoliłem ci wrócić do miasta? - zapytał a jego oczy rozbłysły gniewem.
-Klaus! - upomniałam go. Teraz spojrzał na mnie.
-Co on tu robi Caroline? Nie wiedziałem, że zamierzasz wrócić do tego przegranego wilczka - Teraz był zdecydowanie zły na mnie. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Tyler rzucił się na Klausa i w jednej sekundzie znaleźli się na moim ogródku walcząc. W tym momencie zauważyłam że podjeżdża moja mama. Super jeszcze tego mi brakowało. Szeryf wysiadła
-Co się tu dzieje ? - spytała przerażona -TYLER! KLAUS! - wrzasnęła na nich tym swoim surowym tonem. Od razu przerwali i wpatrywali się w nią - Jeden i drugi wstawać z ziemi natychmiast - powiedziała stanowczo. O dziwo obydwoje jej posłuchali. Klaus wstał z Tylera, otrzepując ubranie.
-Przepraszam bardzo szeryf Forbes, to już się nie powtórzy - powiedział z tym swoim brytyjskim akcentem uśmiechając się czarująco.
-To na mnie nie działa, Klaus
-Bardzo dobrze, że się pani zjawiła. Chciałem panią poinformować,że zabieram Caroline na wycieczkę do Nowego Orleanu - dalej uśmiechał się w ten sposób. Co on robi? Moja mama mnie zabije,że nic jej nie powiedziałam, poza tym zaraz będzie próbować zastrzelić jego. Mama popatrzyla na mnie tylko pytająco. Kiwnęłam głową i delikatnie się do niej uśmiechnęłam.
-Myślę, że dobrze jej to zrobi - powiedziała niepewnie - Ale jeżeli chociaż wlos z głowy spadnie mojej córce....nie obchodzi mnie kim jesteś, ale zdobędę kołek z białego dębu i własnoręcznie wbiję ci go w pierś - teraz już była stanowcza, miałam wrażenie, że nawet samego pierwotnego trochę przestraszyła. Podeszłam do Tylera, podałam mu dłoń i pomogłam wstać. Chłopak przyciągnął mnie do siebie
-Mam nadzieję, że jesteś w stanie sobie z tym poradzić - szepnął. Nie zdążyłam o nic zapytać, bo zniknął w mroku.
-Gotowa?
-Tak - odpowiedziałam Klausowi i wsiadłam do samochodu
środa, 26 października 2016
3. Witaj, kochana. cz 1.
Po skończonej rozmowie poczułam się dziwnie. Nie powinnam dzwonić do Klausa, przecież chciałam,żeby zostawił mnie w spokoju i zniknął z mojego życia,co zresztą obiecał.
-Caroline, wszystko w porządku? - usłyszałam za sobą zmartwiony głos Stefana, który wytrącił mnie z rozmyśleń
-Tak,tak - odpowiedziałam niepewnie.
-Słuchaj, jeżeli nie chcesz to nie musisz dzwonić do Klausa....- zaczął młodszy Salvatore.
-Właściwie, już to zrobiłam- odpowiedziałam i przetwarzałam rozmowę z pierwotnym. Kim była ta dziewczyna? Dlaczego zapałał nienawiścią do siostry i chciał ją zabić? I była jeszcze jedna rzecz - Muszę porozmawiać z Bonnie - dodałam i wróciłam do domu. W salonie siedzieli Damon, Bonnie,Matt, Jeremy, Tyler i Elena, która zajmowała się Nadią
-Nie musisz tego robić - powiedziała słabo podróżniczka do Eleny.
-Nie muszę ,ale chce - odpowiedziała brunetka, po czym zmieniła zimny okład na czole dziewczyny. Zbliżyłam się, ugryzienie wyglądało coraz gorzej. Elena dopiero teraz zauważyła moją obecność. Chciała już coś powiedzieć,ale pierwszy odezwał się starszy Salvatore.
-I jak rozmowa z ukochanym, Blondie? - spytał Damon z jednym ze swoich najbardziej irytujących uśmiechów. W ręku trzymał szklankę Burbonu. Cała reszta popatrzyła na mnie pytająco. Już chciała odpowiedzieć, coś mu się odgryźć albo urwać mu łeb, ale nie zdążyłam dojść do słowa.
-Myślę, że całkiem dobrze, Damonie. - usłyszałam za plecami głos, ten charakterystyczny brytyjski akcent. Przeszły mnie ciarki. Niemożliwe, żeby tak szybko się tu znalazł. Odwróciłam głowę. Niemożliwe stało się możliwe. Stał tuż przede mną - Witaj,kochana - powiedział, kładąc nacisk na słowo "kochana".
-Cześć - odpowiedziałam tylko, zalana rumieńcem. Skoro Klaus tu był musiał usłyszeć jak Damon nazwał go moim ukochanym. Poza tym nie zdążyłam porozmawiać z Bonnie.
-Klaus...- zaczęła Elena - Miło, że się pojawiłeś. Nadia umiera, naprawdę potrzebujemy twojej pomocy. - powiedziała z nadzieją.
-Ależ oczywiście, panno Gilbert - powiedział do Eleny, podszedł do stolika i podniósł z niej szklankę. Rozciął zębami swój nadgarstek i wycisnął krew do szklanki.- Ale mam swoje warunki - uśmiechnął się łobuzersko
-Klaus... - upomniałam go lekko zirytowana. Nienawidziłam jego uśmiechu, był wtedy bardzo czarujący.
-Skąd wiedziałaś, że dotyczy właśnie ciebie ,kochana?
-Klaus! - krzyknęłam na niego,
-Moja droga Caroline, uleczę córkę Katherine, ale pod jednym warunkiem. - zaczął, a wszyscy wyczekiwali czego hybryda żąda w zamian. -Pozwolisz mi pokazać ci Nowy Orlean.
Nie, nie zrobił tego. Nie wierzę. Przecież miał mnie zostawić w spokoju. Patrząc na jego uśmiech przypomniało mi się, co Katherine powiedziała zabijając mnie. Kazała mi przekazać wiadomość braciom Salvatore; Gra trwa. Tak zdecydowanie gra między mną i Klausem dalej trwała, nie byłam pewna czy chcę brać w niej udział, ale proszący wzrok Eleny, współczucie na twarzy Bonnie, gdy patrzyła na umierającą Nadię. Pomyślałam o Katherine. Stefan mówił, że odebrano jej córkę, nie pozwalając nawet się z nią pożegnać, nie mogła jej przytulić, nawet zobaczyć. Była okropna, ale nikt na to nie zasłużył.
-Dobrze Klaus, pojadę z Tobą - odpowiedziałam.
-Proszę - Klaus podał szklankę Elenie, która napoiła krwią Nadię - Idź się pakować,kochana. Będę za godzinę pod twoim domem. - powiedział po czym wyszedł
-Caroline, wszystko w porządku? - usłyszałam za sobą zmartwiony głos Stefana, który wytrącił mnie z rozmyśleń
-Tak,tak - odpowiedziałam niepewnie.
-Słuchaj, jeżeli nie chcesz to nie musisz dzwonić do Klausa....- zaczął młodszy Salvatore.
-Właściwie, już to zrobiłam- odpowiedziałam i przetwarzałam rozmowę z pierwotnym. Kim była ta dziewczyna? Dlaczego zapałał nienawiścią do siostry i chciał ją zabić? I była jeszcze jedna rzecz - Muszę porozmawiać z Bonnie - dodałam i wróciłam do domu. W salonie siedzieli Damon, Bonnie,Matt, Jeremy, Tyler i Elena, która zajmowała się Nadią
-Nie musisz tego robić - powiedziała słabo podróżniczka do Eleny.
-Nie muszę ,ale chce - odpowiedziała brunetka, po czym zmieniła zimny okład na czole dziewczyny. Zbliżyłam się, ugryzienie wyglądało coraz gorzej. Elena dopiero teraz zauważyła moją obecność. Chciała już coś powiedzieć,ale pierwszy odezwał się starszy Salvatore.
-I jak rozmowa z ukochanym, Blondie? - spytał Damon z jednym ze swoich najbardziej irytujących uśmiechów. W ręku trzymał szklankę Burbonu. Cała reszta popatrzyła na mnie pytająco. Już chciała odpowiedzieć, coś mu się odgryźć albo urwać mu łeb, ale nie zdążyłam dojść do słowa.
-Myślę, że całkiem dobrze, Damonie. - usłyszałam za plecami głos, ten charakterystyczny brytyjski akcent. Przeszły mnie ciarki. Niemożliwe, żeby tak szybko się tu znalazł. Odwróciłam głowę. Niemożliwe stało się możliwe. Stał tuż przede mną - Witaj,kochana - powiedział, kładąc nacisk na słowo "kochana".
-Cześć - odpowiedziałam tylko, zalana rumieńcem. Skoro Klaus tu był musiał usłyszeć jak Damon nazwał go moim ukochanym. Poza tym nie zdążyłam porozmawiać z Bonnie.
-Klaus...- zaczęła Elena - Miło, że się pojawiłeś. Nadia umiera, naprawdę potrzebujemy twojej pomocy. - powiedziała z nadzieją.
-Ależ oczywiście, panno Gilbert - powiedział do Eleny, podszedł do stolika i podniósł z niej szklankę. Rozciął zębami swój nadgarstek i wycisnął krew do szklanki.- Ale mam swoje warunki - uśmiechnął się łobuzersko
-Klaus... - upomniałam go lekko zirytowana. Nienawidziłam jego uśmiechu, był wtedy bardzo czarujący.
-Skąd wiedziałaś, że dotyczy właśnie ciebie ,kochana?
-Klaus! - krzyknęłam na niego,
-Moja droga Caroline, uleczę córkę Katherine, ale pod jednym warunkiem. - zaczął, a wszyscy wyczekiwali czego hybryda żąda w zamian. -Pozwolisz mi pokazać ci Nowy Orlean.
Nie, nie zrobił tego. Nie wierzę. Przecież miał mnie zostawić w spokoju. Patrząc na jego uśmiech przypomniało mi się, co Katherine powiedziała zabijając mnie. Kazała mi przekazać wiadomość braciom Salvatore; Gra trwa. Tak zdecydowanie gra między mną i Klausem dalej trwała, nie byłam pewna czy chcę brać w niej udział, ale proszący wzrok Eleny, współczucie na twarzy Bonnie, gdy patrzyła na umierającą Nadię. Pomyślałam o Katherine. Stefan mówił, że odebrano jej córkę, nie pozwalając nawet się z nią pożegnać, nie mogła jej przytulić, nawet zobaczyć. Była okropna, ale nikt na to nie zasłużył.
-Dobrze Klaus, pojadę z Tobą - odpowiedziałam.
-Proszę - Klaus podał szklankę Elenie, która napoiła krwią Nadię - Idź się pakować,kochana. Będę za godzinę pod twoim domem. - powiedział po czym wyszedł
czwartek, 13 października 2016
2.Kim była Katherine Pierce?
Drogi pamiętniku.
Katherine umiera. Jej organizm się rozpada, zostały jej ostatnie godziny życia. Śmierć Katherine tak długo wszyscy na to czekaliśmy. Tyle razy próbowaliśmy się jej pozbyć, ale ona zawsze wracała. Była okropną osobą, zakłamana, przewrotna, egoistyczna suka.
Jest naprawdę mało osób, którym życzę śmierci, ale ona była na tej krótkiej liście. Damon, Elena, Bonnie, Matt i Jeremy również się cieszą.
Zapewne zapytasz, czy zasłużyła sobie na tak okropne słowa, na taki brak współczucia. Więc może opowiem ci trochę o Katherine Pierce, a właściwie Petrova. Była wampirem, 500 letnim wampirem. 150 lat temu przybyła razem ze swoją świtą na dwór braci Salvatore, udając biedną sierotę z Atlanty. Sprawiła,że Damon i Stefan byli w nią zapatrzeni jak w obrazek. Przysłoniła im cały świat. Kontrolowała ich za sprawą przymusu i karmiła się na nich. Rada założycieli zaczęła przyglądać się pannie Pierce i jej znajomym. Zorganizowali obławę na wampiry , Katherine zdradziłą swoich ludzi, wydała ich na pewną śmierć. Wampira nie do końca można zabić. Jest tylko kilka sposobów. Wyrwanie serca, odcięcie głowy albo drewniany kołek w sercu. Nom chyba że jest się pierwotnym. Pierwotni... Elijah, Rebekah i Klaus... Klaus był...jedną z najokropniejszych osób jakie znałam, był potworem, mordował z zimną krwią, był egoistą, musiał dostać to czego chciał i dążył do tego po trupach. Nie miał oporów zabić 12 hybryd, które stworzył, gdy tylko mu się postawiły. Zerwały przymus i nie były już dłuzej mu podporządkowane. A co najgorsze na ich czele stanął mój chłopak Tyler wilkołak. Który musiał uciekać przed Klausem. Mój chłopak, Właściwie już były chłopak. Tylerem zawładnęła żądza zemsty. Mieliśmy razem iść na studia odpocząć od tego wszystkiego, być szczęśliwi, ale nie on miał obsesję na punkcie zemsty na Klausie, który zabił jego matkę. Rozumiem go po części, ale nie można pozwolić, by nas gniew i chęć zemsty nas opętały. Czasami trzeba odpuścić. Tyler i tak nie może wygrać z Klausem, jako pierwszego nie można go zabić, jedynym sposobem był kołek z białego dębu, a także jego ojciec pierwszy łowca Michael, jednak to Klaus zabił Michela, a nie odwrotnie jak miało być. W sumie wszyscy chcieliśmy śmierci Klaus....Chociaż mimo, iż wydawał się potworem, wcale nie był taką złą osobą, został skrzywdzony i tak okazywał gniew i wszystkie inne uczucia. Przede mną jednak się otworzył. a
Popatrzyłam na ostatnie zdanie. Skreśliłam je. Nie mogłam myśleć dobrze o Klausie, nie mogłam myśleć o nim wcale. Miałam skupić się na Katherine. Tak miałam pisać o Petrovej i jej niecnych uczynkach. Umiera, więc zasłużyła na wpis w moim pamiętniku. Zasłużyła, aby kiedyś ludzie mogli poznać jak była okropna. Wróciłam do pisania
Katherine nie tylko bawiła się braćmi Salvatore, zmieniła ich również w wampiry. A potem pozwoliła Damonowi myśleć, że spoczywa w krypcie razem z innymi wampirami z Mystic Falls. Biedny Damon wróci tu myśląc, że odzyska swoją Katherine, był rozczarowany i okropny. Petrova próbowała zabić Elenę kilka lub kilkanaście razy, mnie zabiła. Stałam się wampirem, dzięki krwi wampira w organiźmie. Zabiła Jeremyego, podała go na tacy Silesowi. Jeremy umarł, a Bonnie poświęciła się żeby go powrócić do żywych. Więc w pewnym sensie zabiła też Bonnie. Elena wyłączyła swoje człowieczeństwo po śmierci brata. Przez nią również wyzwoliła się klątwa Tylera. Zabiła Matta, który wrócił dzięki pierścieniowi Gilbertów. Damon mówił, że podobno spaliła nawet Atlantę. Myślę,żę żartował, ale w sumie z nią nigdy nic nie wiadomo. Tylko Stefan jej broni. Mówi,że została skrzywdzona. Ale nie pamieta jak obcieła palce wujkowi Johnowi, który okazał się prawdziwym ojcem Eleny, ani tego, że zmusiła Jennę do wbicia sobie w brzuch noża
-Caroline? - usłyszałam głos Stefana, głos mojego przyjaciela
-Co tam Stefan? - uśmiechnęłam się Stefan był byłym chłopakiem mojej przyjaciółki Eleny.
-Katherine właśnie umiera. Gdybyś chciała się pożegnać...
-Nie Stefan, nie mam jej nic do powiedzenia- mruknęłam, zła, że wogóle mi to zaproponował.
-Caroline...Katherina musiała uciekać, walczyła o przetrwanie. Uciekała przed Klausem. Zmieniła się w wampira, a wtedy Klaus wymordował całą jej rodzine, Miała tylko 17 lat, gdy wróciła do domu zastając zamordowaną rodzinę. Wcześniej bardzo młodo urodziła dziecko, które rodzice odebrali jej od razu po porodzie. Nie mogła go dotknąć przytulić. Szukała córki,ale jej się nie udało, dopiero teraz Nadia ją odnalazła. Gdy Katherine spotkała się wreszcie z córką, nie mogą się sobą nacieszyć. Katherine umiera, Nadia również przez ugryzienie przez wilkołaka.
-Rozumiem Stefan, rozumiem, że miała pod górkę. Ale nic nie usprawiedliwia jej zachowania.
-Caroline, wiem, że nie znosisz Katherine, ale mam do ciebię prośbę. - Stefan zawachał się, widziałam, że nie chce mnie o to prosić, ale byliśmy przyjaciółmi, musieliśmy sobie pomagać, może nie zawsze popierałam jego decyzję, na przykład pomoc Petrovej, ale skoro miało to mu pomóc. Skoro Stefan uważał, że to słuszne. - Katherine już nic nie uratuje,umiera ze starości, ale Nadia, Nadia jest niewinna, chciała po prostu poznać matkę, teraz nie tylko ją traci, ale również własne życie...
-Stefan...nie proś mnie o to - przerwałam. Wiedziałam do czego zmierza.
-Caroline, wiem, że sprawy między tobą a Klausem były dziwne, nie podlega jednak wątpliwości, że jesteś dla niego ważna, tylko on może wyleczyć Nadię. Wiem ,że jest w Nowym Orleanie, ale może mogłabyś go spytać, czy nie zechciałby nam pomóc.
-Stefan, ja nie chce go widzieć, nie chce się z nim spotykać.Nie chce go o nic prosić. - powiedziałam powoli.
-Stefan ma rację, Nadia nie zasłużyła na śmierć, jeżeli możemy jej pomóc, zróbmy to - powiedziała Elena- Poza tym jesteśmy jej to w pewnym sensie winni, w końcu Tyler ją ugryzł.
-Tak Eleno, Tyler ją ugryzł po tym jak Katherine ukradła Twoje ciało. - mruknął Damon. - Nie zamierzam pomagać żadnej Petrovej
-Nie tak ostro Damon - Elena trzepnęła go w ramię - Pamiętaj,że Katherine jest moją prapraprapra i tak dalej babką, więc skoro tak to i Nadia jest moją rodziną.
-Elena i jej miłość do rodzinnych powiązań. - mruknął Damon i rzucił w moją stronę telefon. Złapałam go w wampirzym tempie. - Dzwoń do swojejzłej hybrydy, Barbie. - Obnażyłam kły, nie lubiłam jak Damon tak do mnie mówił,
-Klaus nie jest mój, w żadnym sensie - mruknęłam - idę się przejść - powiedziałam tylko i wzięłam telefon. Stefan chciał iść ze mną, ale pokazałam ręką, żeby został.
Nie wierzę, że po tym co ostatnio stało się w lesie między mną a Klausem muszę do niego dzwonić. Było to kilka dni temu, a ja wciąż o tym myślę. Przez Katherine w ciele Eleny wszystko się wydało.Tyler mnie nienawidzi. Bonnie i Elena nie wiedzą co myśleć. Mają mieszane uczucia, Damon dokucza mi na każdym kroku. Musisz być odważna, zrób to dla Nadii. Nie byłam jej nic winna, ale dziewczyna tylko rozpaczliwie szukała matki. Chciała dobrze.Chciała ją ocalić. Moja mama żyje, ale może zachowałabym się podobnie chcąc ją ocalić. Wybrałam numer.
-Witaj, kochana - uslyszałam w słuchawce ten brytyjski akcent - Już się stęskniłaś? - zaśmiał się
-Nie, Klaus, słuchaj ja... - zaczęłam niepewnie - Gdzie jesteś ? - zapytałam po prostu
-W Nowym Orleanie, Caroline słuchaj, nie czuję się najlepiej,o co chodzi ?
-Coś ci się stało? - zapytałam przejęta.
-Więc jednak się o mnie martwisz
-Nie Klaus, znaczy tak, znaczy wiesz, znamy się więc to jest normalne, że trochę się martwię...znaczy bardziej jestem zdziwiona jesteś pierwszą hybrydą, co może ci się stać?
-Ostrze Papa Tunde, które mój brat wbił mi w klatkę piersiową, zostawiając w cierpieniu, tylko dlatego,że zamierzałem zabić Rebekeh, która jak się okazało w latach 20 spiskowała z wampirem, którego wychowałem jak własnego syna, spiskowali chcąc mnie zniszczyć i wezwali Michela , niszcząć nasze szczęśćie w nowym Orleanie.
-Klaus....? - usłyszałam w tle jakiś kobiecy głos.
-Widzę, że masz dużo na głowie - mruknęłam, kim była ta dziewczyna? - Widocznie ma się tobą, kto zaopiekować. - już miałam się rozłączyć
-Czyżbyś była zazdrosna, kochana? - spytał z satysfakcją.
-Nie Klaus, nie jestem zazdrosna ! - krzyknęłam. Teraz to już mnie zdenerwował. Wzięłam kamień i rzuciłam całą siłą w drzewo. Przebiłam je na wylot,a kamień poleciał dalej. Czego denerwowała mnie ta dziewczyna, przecież to dobrze, że Klaus sobie kogoś znalazł, tak jak obiecał miał przestać zawracać mi głowę.
-Caroline? Jesteś tam?
-Tak, zamyśliłam się przepraszam.
-Słuchaj, jak sądzę, nie dzwonisz po to, aby zapytać co u mnie, więc w czym ci mogę pomóc Caroline?- przeszedł do konkretów.
-Chciałam Cię prosić o pomoc, właściwie to Stefan i Elena mnie namówili, ale to już nieważne
-Co się dzieje , kochana ? - zapytał z przejęciem
-Jak wiesz Katherine zostala człowiekiem, teraz umiera. Na jakiś czas wkradła się w ciało Eleny, jednak znowu jest spowrotem w swoim ciele, lada moment umrze.
-Naprawdę myślisz, że zamierzam pomóc Katherine? - spytał z niedowierzeniem
-Nie Katherine, Katherine ma córkę, Nadię. Nadia została ugryziona przez Tylera i myślałam, czy nie mógłbyś jej ocalić, ale skoro jesteś w złym stanie...
-Córka Katherine , ciekawe. Będę za kilka godzin.
-Dziękuję - odpowiedziała Caroline.
Chociaż nie byłam pewna,czy przyjazd Klausa dobrze się skończy.
Katherine umiera. Jej organizm się rozpada, zostały jej ostatnie godziny życia. Śmierć Katherine tak długo wszyscy na to czekaliśmy. Tyle razy próbowaliśmy się jej pozbyć, ale ona zawsze wracała. Była okropną osobą, zakłamana, przewrotna, egoistyczna suka.
Jest naprawdę mało osób, którym życzę śmierci, ale ona była na tej krótkiej liście. Damon, Elena, Bonnie, Matt i Jeremy również się cieszą.
Zapewne zapytasz, czy zasłużyła sobie na tak okropne słowa, na taki brak współczucia. Więc może opowiem ci trochę o Katherine Pierce, a właściwie Petrova. Była wampirem, 500 letnim wampirem. 150 lat temu przybyła razem ze swoją świtą na dwór braci Salvatore, udając biedną sierotę z Atlanty. Sprawiła,że Damon i Stefan byli w nią zapatrzeni jak w obrazek. Przysłoniła im cały świat. Kontrolowała ich za sprawą przymusu i karmiła się na nich. Rada założycieli zaczęła przyglądać się pannie Pierce i jej znajomym. Zorganizowali obławę na wampiry , Katherine zdradziłą swoich ludzi, wydała ich na pewną śmierć. Wampira nie do końca można zabić. Jest tylko kilka sposobów. Wyrwanie serca, odcięcie głowy albo drewniany kołek w sercu. Nom chyba że jest się pierwotnym. Pierwotni... Elijah, Rebekah i Klaus... Klaus był...jedną z najokropniejszych osób jakie znałam, był potworem, mordował z zimną krwią, był egoistą, musiał dostać to czego chciał i dążył do tego po trupach. Nie miał oporów zabić 12 hybryd, które stworzył, gdy tylko mu się postawiły. Zerwały przymus i nie były już dłuzej mu podporządkowane. A co najgorsze na ich czele stanął mój chłopak Tyler wilkołak. Który musiał uciekać przed Klausem. Mój chłopak, Właściwie już były chłopak. Tylerem zawładnęła żądza zemsty. Mieliśmy razem iść na studia odpocząć od tego wszystkiego, być szczęśliwi, ale nie on miał obsesję na punkcie zemsty na Klausie, który zabił jego matkę. Rozumiem go po części, ale nie można pozwolić, by nas gniew i chęć zemsty nas opętały. Czasami trzeba odpuścić. Tyler i tak nie może wygrać z Klausem, jako pierwszego nie można go zabić, jedynym sposobem był kołek z białego dębu, a także jego ojciec pierwszy łowca Michael, jednak to Klaus zabił Michela, a nie odwrotnie jak miało być. W sumie wszyscy chcieliśmy śmierci Klaus....
Popatrzyłam na ostatnie zdanie. Skreśliłam je. Nie mogłam myśleć dobrze o Klausie, nie mogłam myśleć o nim wcale. Miałam skupić się na Katherine. Tak miałam pisać o Petrovej i jej niecnych uczynkach. Umiera, więc zasłużyła na wpis w moim pamiętniku. Zasłużyła, aby kiedyś ludzie mogli poznać jak była okropna. Wróciłam do pisania
Katherine nie tylko bawiła się braćmi Salvatore, zmieniła ich również w wampiry. A potem pozwoliła Damonowi myśleć, że spoczywa w krypcie razem z innymi wampirami z Mystic Falls. Biedny Damon wróci tu myśląc, że odzyska swoją Katherine, był rozczarowany i okropny. Petrova próbowała zabić Elenę kilka lub kilkanaście razy, mnie zabiła. Stałam się wampirem, dzięki krwi wampira w organiźmie. Zabiła Jeremyego, podała go na tacy Silesowi. Jeremy umarł, a Bonnie poświęciła się żeby go powrócić do żywych. Więc w pewnym sensie zabiła też Bonnie. Elena wyłączyła swoje człowieczeństwo po śmierci brata. Przez nią również wyzwoliła się klątwa Tylera. Zabiła Matta, który wrócił dzięki pierścieniowi Gilbertów. Damon mówił, że podobno spaliła nawet Atlantę. Myślę,żę żartował, ale w sumie z nią nigdy nic nie wiadomo. Tylko Stefan jej broni. Mówi,że została skrzywdzona. Ale nie pamieta jak obcieła palce wujkowi Johnowi, który okazał się prawdziwym ojcem Eleny, ani tego, że zmusiła Jennę do wbicia sobie w brzuch noża
-Caroline? - usłyszałam głos Stefana, głos mojego przyjaciela
-Co tam Stefan? - uśmiechnęłam się Stefan był byłym chłopakiem mojej przyjaciółki Eleny.
-Katherine właśnie umiera. Gdybyś chciała się pożegnać...
-Nie Stefan, nie mam jej nic do powiedzenia- mruknęłam, zła, że wogóle mi to zaproponował.
-Caroline...Katherina musiała uciekać, walczyła o przetrwanie. Uciekała przed Klausem. Zmieniła się w wampira, a wtedy Klaus wymordował całą jej rodzine, Miała tylko 17 lat, gdy wróciła do domu zastając zamordowaną rodzinę. Wcześniej bardzo młodo urodziła dziecko, które rodzice odebrali jej od razu po porodzie. Nie mogła go dotknąć przytulić. Szukała córki,ale jej się nie udało, dopiero teraz Nadia ją odnalazła. Gdy Katherine spotkała się wreszcie z córką, nie mogą się sobą nacieszyć. Katherine umiera, Nadia również przez ugryzienie przez wilkołaka.
-Rozumiem Stefan, rozumiem, że miała pod górkę. Ale nic nie usprawiedliwia jej zachowania.
-Caroline, wiem, że nie znosisz Katherine, ale mam do ciebię prośbę. - Stefan zawachał się, widziałam, że nie chce mnie o to prosić, ale byliśmy przyjaciółmi, musieliśmy sobie pomagać, może nie zawsze popierałam jego decyzję, na przykład pomoc Petrovej, ale skoro miało to mu pomóc. Skoro Stefan uważał, że to słuszne. - Katherine już nic nie uratuje,umiera ze starości, ale Nadia, Nadia jest niewinna, chciała po prostu poznać matkę, teraz nie tylko ją traci, ale również własne życie...
-Stefan...nie proś mnie o to - przerwałam. Wiedziałam do czego zmierza.
-Caroline, wiem, że sprawy między tobą a Klausem były dziwne, nie podlega jednak wątpliwości, że jesteś dla niego ważna, tylko on może wyleczyć Nadię. Wiem ,że jest w Nowym Orleanie, ale może mogłabyś go spytać, czy nie zechciałby nam pomóc.
-Stefan, ja nie chce go widzieć, nie chce się z nim spotykać.Nie chce go o nic prosić. - powiedziałam powoli.
-Stefan ma rację, Nadia nie zasłużyła na śmierć, jeżeli możemy jej pomóc, zróbmy to - powiedziała Elena- Poza tym jesteśmy jej to w pewnym sensie winni, w końcu Tyler ją ugryzł.
-Tak Eleno, Tyler ją ugryzł po tym jak Katherine ukradła Twoje ciało. - mruknął Damon. - Nie zamierzam pomagać żadnej Petrovej
-Nie tak ostro Damon - Elena trzepnęła go w ramię - Pamiętaj,że Katherine jest moją prapraprapra i tak dalej babką, więc skoro tak to i Nadia jest moją rodziną.
-Elena i jej miłość do rodzinnych powiązań. - mruknął Damon i rzucił w moją stronę telefon. Złapałam go w wampirzym tempie. - Dzwoń do swojejzłej hybrydy, Barbie. - Obnażyłam kły, nie lubiłam jak Damon tak do mnie mówił,
-Klaus nie jest mój, w żadnym sensie - mruknęłam - idę się przejść - powiedziałam tylko i wzięłam telefon. Stefan chciał iść ze mną, ale pokazałam ręką, żeby został.
Nie wierzę, że po tym co ostatnio stało się w lesie między mną a Klausem muszę do niego dzwonić. Było to kilka dni temu, a ja wciąż o tym myślę. Przez Katherine w ciele Eleny wszystko się wydało.Tyler mnie nienawidzi. Bonnie i Elena nie wiedzą co myśleć. Mają mieszane uczucia, Damon dokucza mi na każdym kroku. Musisz być odważna, zrób to dla Nadii. Nie byłam jej nic winna, ale dziewczyna tylko rozpaczliwie szukała matki. Chciała dobrze.Chciała ją ocalić. Moja mama żyje, ale może zachowałabym się podobnie chcąc ją ocalić. Wybrałam numer.
-Witaj, kochana - uslyszałam w słuchawce ten brytyjski akcent - Już się stęskniłaś? - zaśmiał się
-Nie, Klaus, słuchaj ja... - zaczęłam niepewnie - Gdzie jesteś ? - zapytałam po prostu
-W Nowym Orleanie, Caroline słuchaj, nie czuję się najlepiej,o co chodzi ?
-Coś ci się stało? - zapytałam przejęta.
-Więc jednak się o mnie martwisz
-Nie Klaus, znaczy tak, znaczy wiesz, znamy się więc to jest normalne, że trochę się martwię...znaczy bardziej jestem zdziwiona jesteś pierwszą hybrydą, co może ci się stać?
-Ostrze Papa Tunde, które mój brat wbił mi w klatkę piersiową, zostawiając w cierpieniu, tylko dlatego,że zamierzałem zabić Rebekeh, która jak się okazało w latach 20 spiskowała z wampirem, którego wychowałem jak własnego syna, spiskowali chcąc mnie zniszczyć i wezwali Michela , niszcząć nasze szczęśćie w nowym Orleanie.
-Klaus....? - usłyszałam w tle jakiś kobiecy głos.
-Widzę, że masz dużo na głowie - mruknęłam, kim była ta dziewczyna? - Widocznie ma się tobą, kto zaopiekować. - już miałam się rozłączyć
-Czyżbyś była zazdrosna, kochana? - spytał z satysfakcją.
-Nie Klaus, nie jestem zazdrosna ! - krzyknęłam. Teraz to już mnie zdenerwował. Wzięłam kamień i rzuciłam całą siłą w drzewo. Przebiłam je na wylot,a kamień poleciał dalej. Czego denerwowała mnie ta dziewczyna, przecież to dobrze, że Klaus sobie kogoś znalazł, tak jak obiecał miał przestać zawracać mi głowę.
-Caroline? Jesteś tam?
-Tak, zamyśliłam się przepraszam.
-Słuchaj, jak sądzę, nie dzwonisz po to, aby zapytać co u mnie, więc w czym ci mogę pomóc Caroline?- przeszedł do konkretów.
-Chciałam Cię prosić o pomoc, właściwie to Stefan i Elena mnie namówili, ale to już nieważne
-Co się dzieje , kochana ? - zapytał z przejęciem
-Jak wiesz Katherine zostala człowiekiem, teraz umiera. Na jakiś czas wkradła się w ciało Eleny, jednak znowu jest spowrotem w swoim ciele, lada moment umrze.
-Naprawdę myślisz, że zamierzam pomóc Katherine? - spytał z niedowierzeniem
-Nie Katherine, Katherine ma córkę, Nadię. Nadia została ugryziona przez Tylera i myślałam, czy nie mógłbyś jej ocalić, ale skoro jesteś w złym stanie...
-Córka Katherine , ciekawe. Będę za kilka godzin.
-Dziękuję - odpowiedziała Caroline.
Chociaż nie byłam pewna,czy przyjazd Klausa dobrze się skończy.
środa, 5 października 2016
1.Z pamiętnika Caroline Forbes
Drogi pamiętniku,
Chyba tak powinnam zacząć. Nigdy nie pisałam pamiętnika,ale może czas zacząć? Może potrzebuje kogoś, a właściwie czegoś, co przyjmie wszystko i nie będzie mnie osądzać. Nie odpowie na moje pytania, nie doradzi, ale może wcale tego nie potrzebuje. Może potrzebuję po prostu przelać na papier swoje przeżycia i uczucia z nadzieję, że poczuje się lepiej.
Więc może od początku. Nazywam się Caroline Forbes i w tym roku zaczęłam pierwszy rok collage'u w Whitmore. Razem ze swoimi przyjaciółkami Eleną Gilbert i Bonnie Bennet. Przyjaźnimy się od dzieciństwa. Nom dobrze, może nie zawsze byłyśmy przyjaciółkami, może powinnam napisać, że znamy się od zawsze. Gdybyś umiał mówić, pewnie zapytałbyś czego nie porozmawiam ze swoimi przyjaciółkami? Czy boje się ich oceny mojego zachowania? Nie, wcale nie.Może trochę. Ale tak naprawdę nie chce obarczać ich swoimi problemami, nie chce się im żalić,ani zawracać głowy, kiedy mają wystarczająco swoich problemów.
Teraz jestem w Whitemore, jednak abyś wszystko zrozumiał musimy przenieść się do Mystic Falls miasta w którym się urodziłam i w którym mieszkałam aż do rozpoczęcia studiów.
To był początek roku szkolnego. Rodzice Eleny i Jeremyego zginęli w wypadku samochodowym. Elena jakoś to znosiła, a przynajmniej nie dała po sobie poznać jak jej ciężko. Tego dnia w szkole pojawił się on przystojny tajemniczy nieznajomy. Stefan Salvatore. Musiałam go mieć, jednak widziałam, że Elena też ma taki plan. Przecież miała już Matta, czego chciała więcej? Brat Eleny Jeremy zaczął brać narkotyki i obracać się w nieciekawym towarzystwie razem z Vicki Donowan siostrą Matt'a. Chłopak był w niej zakochany, ale ona wolała Tylera Lockwooda, zadufanego w sobie gnojka. Razem z przybyciem Stefana w mieście zaczęły dziać się dziwne rzeczy , nagłe ataki zwierząt, dużo krwi ofiar. Chwile po nim pojawił się Damon jego starszy brat, który był za wszystko odpowiedzialny. Stefan i Damon byli wampirami. Jednak Stefan żywił się na jeleniach, wiewiórkach, ogólnie na zwierzętach. Damon był inny, uwielbiał ludzką krew, która dawała mu siłę. Damon jest osobą straszliwie arogancką i ma podwyższone ego. Używał swojej mocy i hipnotyzował mnie, aby korzystać ze mnie jak ze swojego woreczka z krwią. Elena związała się ze Stefanem i byli nieprzyzwoicie szczęśliwi, co bardzo nie podobało się Damonowi i starał się to zniszczyć. Między czasie okazało się, że w naszym mieście już dawno temu były wampiry w XIX wieku zabiła je rada założycieli, którzy poza planowaniem bali i wyborów miss mystic falls w sekrecie zajmują się polowaniem na wampiry. W XIX wieku zrobili obławę na wampiry, podczas której pojmali je i uwięzlili w grobowcu, była wśród nich Katerine, która była wielką miłością Stefana i Damona, przemieniła ich i teraz po 150 latach istniała szansa na uwolnienie jej. Co było powodem powrotu Damona. Czy wspomniałam, że wyglądała dokładnie jak Elena. Damon nie przebierając w środkach między czasie zamordował naszego nauczyciela historii i pryjaciółkę Stefana Lexi, nie licząć kilku przypadkowych ofiar.Bonnie okazała się być potomkinią wiedź z Salem i czarownicą. Razem z babcią pod przymusem Damona otworzyły grób, by mógł abrać Katherine i wynieść się z miasta. Jednak jej nie było. Nieostrożny Damon rzucił workiem z krwią, zapominająć że są tam ususzone wampiry. Babcia Bonnie umarła, a ona miała żal do Eleny i Salvatorów, gdyby nie potężne zaklęcie Sheila dale by żyła. Między czasie Damon znów nabroił przemieniając Vicki w wampira, którą Stefan musiał zabić w obronie Eleny. Wampiry z krypty sprawiały problemy. Dawna przyjaciółka Katherine Pearl chciała osiedlić się w mieście, natomiast większość wampirów chciała zemsty na rodzinach założycieli. W tym czasie okazało się, że prawdziwi rodzice Eleny to jej znienawidzony wujek John i wampirzyca Isobell, poprzednia żona Alarica, którą miał za zmarłą, a właściwie zamorodwaną przez Damona. Rick okazał się wówczas łowcą wampirów. John miał pierścień niśmiertelności, więć mimo tego, że Damon go zabił powrócił.Rada użyła wynalazku by znaleźć wszystkie wampiry. Wynalazek sprawiał im niesamowity ból. Wyłapali wszystkie wampity i zamknęli je w piwnicy, chcieli spalić budynek, wśród nich był róźnież burmistrz Lockwood, który wampirem nie był. Na szczęście Bonnie i Elena uratowały Damona i Stefana. Jakby tego było mało pojawiła się panna Pierce odcinając Johnowi palce, przekonała Jenne do wbicia sobie w brzuch noża, cały czas udawała Elenę, sabotowała związek Eleny i Stefana wykorzystując przy tym mnie, manipulowała, oszukiwała, przez nią Tyler został wilkołakiem, zmusiła dziewczynę do zaatakowania go, a kiedy on się bronił przypadkiem ją zabił, wtedy gen się uwolnił. Czy wspomniałam, że wykorzystywała wujka Tylera: Masona do swoich planów? Niestety dla Tylera Damon go zabił. Jakby tego było mało przemieniła mnie w wampira.... I od tego zacznijmy właściwą historię....
Chyba tak powinnam zacząć. Nigdy nie pisałam pamiętnika,ale może czas zacząć? Może potrzebuje kogoś, a właściwie czegoś, co przyjmie wszystko i nie będzie mnie osądzać. Nie odpowie na moje pytania, nie doradzi, ale może wcale tego nie potrzebuje. Może potrzebuję po prostu przelać na papier swoje przeżycia i uczucia z nadzieję, że poczuje się lepiej.
Więc może od początku. Nazywam się Caroline Forbes i w tym roku zaczęłam pierwszy rok collage'u w Whitmore. Razem ze swoimi przyjaciółkami Eleną Gilbert i Bonnie Bennet. Przyjaźnimy się od dzieciństwa. Nom dobrze, może nie zawsze byłyśmy przyjaciółkami, może powinnam napisać, że znamy się od zawsze. Gdybyś umiał mówić, pewnie zapytałbyś czego nie porozmawiam ze swoimi przyjaciółkami? Czy boje się ich oceny mojego zachowania? Nie, wcale nie.Może trochę. Ale tak naprawdę nie chce obarczać ich swoimi problemami, nie chce się im żalić,ani zawracać głowy, kiedy mają wystarczająco swoich problemów.
Teraz jestem w Whitemore, jednak abyś wszystko zrozumiał musimy przenieść się do Mystic Falls miasta w którym się urodziłam i w którym mieszkałam aż do rozpoczęcia studiów.
To był początek roku szkolnego. Rodzice Eleny i Jeremyego zginęli w wypadku samochodowym. Elena jakoś to znosiła, a przynajmniej nie dała po sobie poznać jak jej ciężko. Tego dnia w szkole pojawił się on przystojny tajemniczy nieznajomy. Stefan Salvatore. Musiałam go mieć, jednak widziałam, że Elena też ma taki plan. Przecież miała już Matta, czego chciała więcej? Brat Eleny Jeremy zaczął brać narkotyki i obracać się w nieciekawym towarzystwie razem z Vicki Donowan siostrą Matt'a. Chłopak był w niej zakochany, ale ona wolała Tylera Lockwooda, zadufanego w sobie gnojka. Razem z przybyciem Stefana w mieście zaczęły dziać się dziwne rzeczy , nagłe ataki zwierząt, dużo krwi ofiar. Chwile po nim pojawił się Damon jego starszy brat, który był za wszystko odpowiedzialny. Stefan i Damon byli wampirami. Jednak Stefan żywił się na jeleniach, wiewiórkach, ogólnie na zwierzętach. Damon był inny, uwielbiał ludzką krew, która dawała mu siłę. Damon jest osobą straszliwie arogancką i ma podwyższone ego. Używał swojej mocy i hipnotyzował mnie, aby korzystać ze mnie jak ze swojego woreczka z krwią. Elena związała się ze Stefanem i byli nieprzyzwoicie szczęśliwi, co bardzo nie podobało się Damonowi i starał się to zniszczyć. Między czasie okazało się, że w naszym mieście już dawno temu były wampiry w XIX wieku zabiła je rada założycieli, którzy poza planowaniem bali i wyborów miss mystic falls w sekrecie zajmują się polowaniem na wampiry. W XIX wieku zrobili obławę na wampiry, podczas której pojmali je i uwięzlili w grobowcu, była wśród nich Katerine, która była wielką miłością Stefana i Damona, przemieniła ich i teraz po 150 latach istniała szansa na uwolnienie jej. Co było powodem powrotu Damona. Czy wspomniałam, że wyglądała dokładnie jak Elena. Damon nie przebierając w środkach między czasie zamordował naszego nauczyciela historii i pryjaciółkę Stefana Lexi, nie licząć kilku przypadkowych ofiar.Bonnie okazała się być potomkinią wiedź z Salem i czarownicą. Razem z babcią pod przymusem Damona otworzyły grób, by mógł abrać Katherine i wynieść się z miasta. Jednak jej nie było. Nieostrożny Damon rzucił workiem z krwią, zapominająć że są tam ususzone wampiry. Babcia Bonnie umarła, a ona miała żal do Eleny i Salvatorów, gdyby nie potężne zaklęcie Sheila dale by żyła. Między czasie Damon znów nabroił przemieniając Vicki w wampira, którą Stefan musiał zabić w obronie Eleny. Wampiry z krypty sprawiały problemy. Dawna przyjaciółka Katherine Pearl chciała osiedlić się w mieście, natomiast większość wampirów chciała zemsty na rodzinach założycieli. W tym czasie okazało się, że prawdziwi rodzice Eleny to jej znienawidzony wujek John i wampirzyca Isobell, poprzednia żona Alarica, którą miał za zmarłą, a właściwie zamorodwaną przez Damona. Rick okazał się wówczas łowcą wampirów. John miał pierścień niśmiertelności, więć mimo tego, że Damon go zabił powrócił.Rada użyła wynalazku by znaleźć wszystkie wampiry. Wynalazek sprawiał im niesamowity ból. Wyłapali wszystkie wampity i zamknęli je w piwnicy, chcieli spalić budynek, wśród nich był róźnież burmistrz Lockwood, który wampirem nie był. Na szczęście Bonnie i Elena uratowały Damona i Stefana. Jakby tego było mało pojawiła się panna Pierce odcinając Johnowi palce, przekonała Jenne do wbicia sobie w brzuch noża, cały czas udawała Elenę, sabotowała związek Eleny i Stefana wykorzystując przy tym mnie, manipulowała, oszukiwała, przez nią Tyler został wilkołakiem, zmusiła dziewczynę do zaatakowania go, a kiedy on się bronił przypadkiem ją zabił, wtedy gen się uwolnił. Czy wspomniałam, że wykorzystywała wujka Tylera: Masona do swoich planów? Niestety dla Tylera Damon go zabił. Jakby tego było mało przemieniła mnie w wampira.... I od tego zacznijmy właściwą historię....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)