Po skończonej rozmowie poczułam się dziwnie. Nie powinnam dzwonić do Klausa, przecież chciałam,żeby zostawił mnie w spokoju i zniknął z mojego życia,co zresztą obiecał.
-Caroline, wszystko w porządku? - usłyszałam za sobą zmartwiony głos Stefana, który wytrącił mnie z rozmyśleń
-Tak,tak - odpowiedziałam niepewnie.
-Słuchaj, jeżeli nie chcesz to nie musisz dzwonić do Klausa....- zaczął młodszy Salvatore.
-Właściwie, już to zrobiłam- odpowiedziałam i przetwarzałam rozmowę z pierwotnym. Kim była ta dziewczyna? Dlaczego zapałał nienawiścią do siostry i chciał ją zabić? I była jeszcze jedna rzecz - Muszę porozmawiać z Bonnie - dodałam i wróciłam do domu. W salonie siedzieli Damon, Bonnie,Matt, Jeremy, Tyler i Elena, która zajmowała się Nadią
-Nie musisz tego robić - powiedziała słabo podróżniczka do Eleny.
-Nie muszę ,ale chce - odpowiedziała brunetka, po czym zmieniła zimny okład na czole dziewczyny. Zbliżyłam się, ugryzienie wyglądało coraz gorzej. Elena dopiero teraz zauważyła moją obecność. Chciała już coś powiedzieć,ale pierwszy odezwał się starszy Salvatore.
-I jak rozmowa z ukochanym, Blondie? - spytał Damon z jednym ze swoich najbardziej irytujących uśmiechów. W ręku trzymał szklankę Burbonu. Cała reszta popatrzyła na mnie pytająco. Już chciała odpowiedzieć, coś mu się odgryźć albo urwać mu łeb, ale nie zdążyłam dojść do słowa.
-Myślę, że całkiem dobrze, Damonie. - usłyszałam za plecami głos, ten charakterystyczny brytyjski akcent. Przeszły mnie ciarki. Niemożliwe, żeby tak szybko się tu znalazł. Odwróciłam głowę. Niemożliwe stało się możliwe. Stał tuż przede mną - Witaj,kochana - powiedział, kładąc nacisk na słowo "kochana".
-Cześć - odpowiedziałam tylko, zalana rumieńcem. Skoro Klaus tu był musiał usłyszeć jak Damon nazwał go moim ukochanym. Poza tym nie zdążyłam porozmawiać z Bonnie.
-Klaus...- zaczęła Elena - Miło, że się pojawiłeś. Nadia umiera, naprawdę potrzebujemy twojej pomocy. - powiedziała z nadzieją.
-Ależ oczywiście, panno Gilbert - powiedział do Eleny, podszedł do stolika i podniósł z niej szklankę. Rozciął zębami swój nadgarstek i wycisnął krew do szklanki.- Ale mam swoje warunki - uśmiechnął się łobuzersko
-Klaus... - upomniałam go lekko zirytowana. Nienawidziłam jego uśmiechu, był wtedy bardzo czarujący.
-Skąd wiedziałaś, że dotyczy właśnie ciebie ,kochana?
-Klaus! - krzyknęłam na niego,
-Moja droga Caroline, uleczę córkę Katherine, ale pod jednym warunkiem. - zaczął, a wszyscy wyczekiwali czego hybryda żąda w zamian. -Pozwolisz mi pokazać ci Nowy Orlean.
Nie, nie zrobił tego. Nie wierzę. Przecież miał mnie zostawić w spokoju. Patrząc na jego uśmiech przypomniało mi się, co Katherine powiedziała zabijając mnie. Kazała mi przekazać wiadomość braciom Salvatore; Gra trwa. Tak zdecydowanie gra między mną i Klausem dalej trwała, nie byłam pewna czy chcę brać w niej udział, ale proszący wzrok Eleny, współczucie na twarzy Bonnie, gdy patrzyła na umierającą Nadię. Pomyślałam o Katherine. Stefan mówił, że odebrano jej córkę, nie pozwalając nawet się z nią pożegnać, nie mogła jej przytulić, nawet zobaczyć. Była okropna, ale nikt na to nie zasłużył.
-Dobrze Klaus, pojadę z Tobą - odpowiedziałam.
-Proszę - Klaus podał szklankę Elenie, która napoiła krwią Nadię - Idź się pakować,kochana. Będę za godzinę pod twoim domem. - powiedział po czym wyszedł
-Caroline, wszystko w porządku? - usłyszałam za sobą zmartwiony głos Stefana, który wytrącił mnie z rozmyśleń
-Tak,tak - odpowiedziałam niepewnie.
-Słuchaj, jeżeli nie chcesz to nie musisz dzwonić do Klausa....- zaczął młodszy Salvatore.
-Właściwie, już to zrobiłam- odpowiedziałam i przetwarzałam rozmowę z pierwotnym. Kim była ta dziewczyna? Dlaczego zapałał nienawiścią do siostry i chciał ją zabić? I była jeszcze jedna rzecz - Muszę porozmawiać z Bonnie - dodałam i wróciłam do domu. W salonie siedzieli Damon, Bonnie,Matt, Jeremy, Tyler i Elena, która zajmowała się Nadią
-Nie musisz tego robić - powiedziała słabo podróżniczka do Eleny.
-Nie muszę ,ale chce - odpowiedziała brunetka, po czym zmieniła zimny okład na czole dziewczyny. Zbliżyłam się, ugryzienie wyglądało coraz gorzej. Elena dopiero teraz zauważyła moją obecność. Chciała już coś powiedzieć,ale pierwszy odezwał się starszy Salvatore.
-I jak rozmowa z ukochanym, Blondie? - spytał Damon z jednym ze swoich najbardziej irytujących uśmiechów. W ręku trzymał szklankę Burbonu. Cała reszta popatrzyła na mnie pytająco. Już chciała odpowiedzieć, coś mu się odgryźć albo urwać mu łeb, ale nie zdążyłam dojść do słowa.
-Myślę, że całkiem dobrze, Damonie. - usłyszałam za plecami głos, ten charakterystyczny brytyjski akcent. Przeszły mnie ciarki. Niemożliwe, żeby tak szybko się tu znalazł. Odwróciłam głowę. Niemożliwe stało się możliwe. Stał tuż przede mną - Witaj,kochana - powiedział, kładąc nacisk na słowo "kochana".
-Cześć - odpowiedziałam tylko, zalana rumieńcem. Skoro Klaus tu był musiał usłyszeć jak Damon nazwał go moim ukochanym. Poza tym nie zdążyłam porozmawiać z Bonnie.
-Klaus...- zaczęła Elena - Miło, że się pojawiłeś. Nadia umiera, naprawdę potrzebujemy twojej pomocy. - powiedziała z nadzieją.
-Ależ oczywiście, panno Gilbert - powiedział do Eleny, podszedł do stolika i podniósł z niej szklankę. Rozciął zębami swój nadgarstek i wycisnął krew do szklanki.- Ale mam swoje warunki - uśmiechnął się łobuzersko
-Klaus... - upomniałam go lekko zirytowana. Nienawidziłam jego uśmiechu, był wtedy bardzo czarujący.
-Skąd wiedziałaś, że dotyczy właśnie ciebie ,kochana?
-Klaus! - krzyknęłam na niego,
-Moja droga Caroline, uleczę córkę Katherine, ale pod jednym warunkiem. - zaczął, a wszyscy wyczekiwali czego hybryda żąda w zamian. -Pozwolisz mi pokazać ci Nowy Orlean.
Nie, nie zrobił tego. Nie wierzę. Przecież miał mnie zostawić w spokoju. Patrząc na jego uśmiech przypomniało mi się, co Katherine powiedziała zabijając mnie. Kazała mi przekazać wiadomość braciom Salvatore; Gra trwa. Tak zdecydowanie gra między mną i Klausem dalej trwała, nie byłam pewna czy chcę brać w niej udział, ale proszący wzrok Eleny, współczucie na twarzy Bonnie, gdy patrzyła na umierającą Nadię. Pomyślałam o Katherine. Stefan mówił, że odebrano jej córkę, nie pozwalając nawet się z nią pożegnać, nie mogła jej przytulić, nawet zobaczyć. Była okropna, ale nikt na to nie zasłużył.
-Dobrze Klaus, pojadę z Tobą - odpowiedziałam.
-Proszę - Klaus podał szklankę Elenie, która napoiła krwią Nadię - Idź się pakować,kochana. Będę za godzinę pod twoim domem. - powiedział po czym wyszedł
Fajny rozdział ale wolałabym z góry wiedzieć kiedy będą nexty ? I mogłyby być trochę dłuższe. Tooo...kiedy next ??
OdpowiedzUsuń