wtorek, 31 stycznia 2017

14.Czyżbyś szukała mojego brata

-To jest druga strona? - zapytała zdziwiona Elena
-Wygląda na to, że tak - powiedziałam. Wyglądało jak nasz świat, tylko ,żę było znacznie ciemniej, wszystko było spowite mgłą.
-Dobra, dziewczyny to teraz dzielimy zadania - powiedział twardo Damon - Elena poszukaj Jenny
-Jenna też tu jest>- zdziwiła się moja przyjaciółka. Jenna była jej ciotką, która Klaus przemienił w wampira a następnie zabił w swoim rytuale, aby móc korzystać ze swojej wilkołaczej natury. 
-Powinna - powiedział Damon - Postaraj się znaleźć też Vicki , może Donovan mi wreszcie odpuści ,że zabiłem jego siostrę, gdy sprowadzę ją spowrotem . - uśmiechnął się nieszczerze
-Ok - przytaknęła Elena - Mam nadzieję , że tym razem nie będzie probowała mnie zabić- dodała speszona
-Blondie ty poszukaj swojej złej hybrydy i Tylera - usmiechnął się szyderczo
-Damon Klaus i Tyler się nienawidzą - powiedziałam wkurzona - To jest misja skazana na niepowodzenie! - warknęłam
-Spokojnie Blondi, jeden i drugi chce wrócić do żywych, poza tym z tego co pamiętam masz na nich DUUUŻY wpływ - wyszczerzył się
-A ty kogo znajdziesz cwaniaku ? - spytałam zdenerwowana
-Jak to kogo? Mojego brata i mojego kumpla do picia 
-I Lexi - dodała Elena
-Żartujesz?
-Jesteś jej to winien, zabiłeś ją ! - krzyknęlam
-Ok,ok znajdę Lexi - poddał się - Dziewczyny mamy tylko 30 minut ratujemy kogo się da i spadamy. - nakazał. Przytaknęlyśmy z Eleną- A i Barbie, wszyscy oni umarli w okolicy Mystic Falls, Klaus umarł w Nowym Orleanie, więc jeżeli nie uda ci się go znaleźć, wracamy - dodał stanowczo. Popatrzyłam na niego z bólem
-Znajdę go - odpowiedziałam szczerze tego pewna
**************************************************************
Ruszylam przed siebie
-Tyler! Klaus!- nawoływałam na zmianę,jednak nie nikt się nie pojawiał. Robiło się coraz ciemniej albo mi się wydawało. Wiatr się nasilał. Druga strona wcale nie była przyjazna. Tak naprawdę było tu strasznie. To miejsce przyprawialo mnie o gęsią skórkę. A co jeżeli ich nie znajdę? Co jeżeli straciłam Klausa i Tylera na zawsze? Co się stanie z tymi których nie uratujemy? Usłyszałam huk łamanej gałęzi. Zatrzymałam się i nasłuchiwałam.
-Caroline? - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się niepewnie.
-Tyler?- Stał przede mną mój były chłopak, ale nie tylko tym dla mnie był, był też moim przyjacielem. Rzciłam mu się na szyję - Tyler tak się cieszę że wróciłeś! - krzyknęłam
-Caroline, czy ty ? - zaczął
-Nie, nie jestem martwa - odpowiedziałam- Znaczy jestem, ale Bonnie sprowadzi nas z powrotem - wyjaśniłam - Przyjmij to jako misję ratunkową - dodalam z uśmiechem
-Możesz mnie ratować kiedy tylko zapragniesz - powiedział i uśmiechnął się szeroko
-Mamy mało czasu - powiedziałam poważnie - Zostalo nam jakieś 20 minut, a muszę jeszcze kogoś znaleźć.
-Czyżbyś szukała mojego brata ? - usłyszałam za plecami. Brytyjski akcent
-Kol! - krzyknęłam przerażona - Super jakby nie było wystarczająco trudno trafił mi się jeszcze pierwotny psychopata - mruknęłam
-Droga Caroline, wyobraź sobie że ta wizyta na drugą stronę mnie czegoś nauczyła - uśmiechnął się czarująco, o ile Kol może być czarujący. - Myślę że możemy sobie pomóc
-Proszę powiedz że wiesz gdzie jest Klaus ... - wyszeptałam
-Może wiem może nie - odpowiedział zagadkowo
-Zostaw Caroline,Klaus tyle razy go zasztyletował, że raczej nie chce go przywrócić do żywych - zlapał mnie za ramię i zaczął ciągnąć z dala od Kola
-Zaprowadzę cię do mojego brata pod warunkiem, że mnie również sprowadzicie - postawił warunek. Bonnie się to nie spodoba ale chyba nie miałam wyjścia
-Nie ma mowy - warknął Tyler
-Zgadzam się - wymamrotalam - Ale mam pewne warunki
-Cokolwiek zechcesz ślicznotko - uśmiechnął się
-Zaprowadzisz mnie do Klausa to jest pierwszy warunek. Drugi gdy już wrócisz wyjedziesz daleko i zostawisz moich przyjaciół w spokoju- powiedziałam stanowczo
-Ok, ok , już mnie więcej nie zobaczysz 
-Już jeden pierwotny mi to obiecał - mruknęłam
-Sama do niego zadzwonilaś - zaśmiał się Kol. 
-Bo chcialam pomóc! - wrzasnęlam. Jak on śmie mi to wypominać. Zapomniałam że duchy caly czas są z nami i widzą co robimy
*********************************************************************
-Klaus! - krzyczałam. Kol zaprowadził nas w miejsce gdzie podobno ostatnio go widział. Jednak Klaus nie przychodził. Zaczęłam się martwić - To na nic - mruknęłam. Oparlam się o drzewo i łzy zaczęły mi cieknąć po policzku. Tyler usiadł koło mnie i mocno mnie przytulił
-Będzie dobrze,Care - szepnął mi we włosy.
-Chwile mnie nie ma, a ty wracasz do wilczka- spojrzałam do góry, nade mną stał Klaus.
-Klaus! - krzyknęłam i w wampirzym tępie rzuciłam się żeby go przytulić. Przycisnął mnie mocno do siebie
-Już dobrze kochana - szepnął 
-Wiem - odpowiedziałam, Klaus poluzował trochę uścisk. 
-Caroline, czy ty ? - Spytał przejęty. Następny,a niby duchy są wszechwiedzące. Wyjaśniłam mu calą sytuację. - Kochana, czy ty umarłaś , żeby mnie uratować? - zdziwił się.Kiwnęłam tylko głową. Klaus zacząl się śmiać. 
-To nie jest śmieszne ! - warknęłam
-Wiem, to jest , to jest .. - nie dał rady wydusić ani słowa bo po prostu bez slowa go pocałowałam. Może nie powinnam tego robić, w szczególności , że obok był Tyler, ale nie dbałam o to, tak bardzo cieszyła się, że go odzyskałam. 
-Możemy już iść, zaraz się porzygam tęczą - powiedział sfrustrowany Kol.Oderwałam się od Klausa.
-Tym razem muszę przyznać Kolowi rację - mruknęłam - Musimy iść, mamy mało czasu. Biegnijcie za mną. - po czym ruszyłam w wampirzym tempie. Po chwili byliśmy kolo Bonnie. Wszyscy już tam byli
-Alaric ! - krzyknęłam i podbiegłam go przytulić - Nie jesteś złym łowcą wampirów? - zapytałam podejrzliwie
-Nie, Caroline, teraz jestem zwykłym Alariciem, no poza tym jestem też pierwotnym 
-Jenna! - krzyknęłam - Vicki! - po czym podbiegłam je mocno uściskać.
-Dobra wystarczy słodyczy - upomniał Damon - Co tu robi psychopata? - spytał Damon wskazując na Kola, wyjaśniłam mu szczegóły,nie był zbyt zadowolony, ale przyjął to   całkiem dobrze, nawet Elena nie była bardzo zła.
-Okej kochani ! - Damon starał się ogarnąć caly ten tłok - Teraz po kolei będziemy przechodzić przez Bonnie. Vicki, Jenna idźcie! - nakazał. Dotknęły Bonnie i nagle zniknęły - Elena
-Nie ma mowy, niech inni idą przodem
-Nie mam czasu na kłótnie - powiedział spokojnie starszy Salvatore po czym siłą zaniósł Elenę do Bonnie i pchnął delikatnie żeby dotknęła przyjaciółki. Po chwili przyszli również Stefan i Lexi. Ucieszyłam się na ich widok
-Dobra braciszku, zabieraj przyjaciółkę i lećcie, do zobaczeni w domu - pożegnął ich Damon. 
Zostałam Ja, Damon, Tyler, Kol i Klaus
-Tyler - nakazał Damon i spojrzał znacząco na Bonnie. 
-Tyler! - krzyknął ktoś zza drzew. Za chwile wyłonil się stamtąd Mason
-Mason stary przyjacielu! - powiedział ze sztucznym uśmiechem Damon
-Musimy zabrać Masona - odezwał się Tyler
-Nie ma mowy, on mnie zabije 
-Obiecuję że cię nie skrzywdzę - powiedział szczerze Mason, -zabierzcie mnie stąd proszę
-Ok, ok - potaknął Damon - Przyjmijto jako dzień dobroci dla zwierząt - uśmiechnął się kpiąco. Mason się zdenerwował , ale Tyler go złapał i przeszli przez Bonnie
-Psychopata idź  - nakazał Salvatore. Kol również zniknął - Barbie bierz hybrydę i uciekajcie 
-Poczekaj przyjacielu - powiedział Klaus. Po czym zniknął. Za chwile znowu wyłonił się z lasu prowadząc kogoś za sobą
-Burmistrz Lockwood? - zdziwiłam się widząc ojca Tylera
-Caroline...- zaczął Klaus - Wiem, że masz żal o to co zrobiłem twoim przyjaciołom , dlatego mam nadzieję, że teraz kiedy Jenna wróciła do żywych i wiem,że zabiłem matkę Tylera, dlatego chciałbym chociaż przywrócić jego ojca 
-Klaus ..to to jest - ni mogłam znaleźć słów. Klaus był cudowny
-Ale nie ma nic za darmo, kochana - dodał z tym swoim uśmiechem
-Czego chcesz? 
-Pójdziesz ze mną na prawdziwą randkę
-Okej - zgodziłam się
Klaus pchnąl burmistrza na Bonnie. Przeszedł na drugą stronę. Póżniej ja z Klausem. Podeszliśmy do Bonnie i trzymając Klausa za rękę dotknęlam jej ramienia i poczułam coś dziwnego. Zamknęłam oczy, gdy je otworzyłam byliśmy wszyscy na cmentarzu.

niedziela, 29 stycznia 2017

13.Jesteśmy na miejscu

Drogi pamiętniku, 
wczorajszy dzień był okropny dowiedziałam się,że Klaus nie żyje, dowiedzialam się też,że kiedy mnie nie było podróżnicy zabili Tylera, a także, że  Bonnie jest w niebezpieczeństwie. Cały świat mi się zawalił, ale okazało się ,że możemy ich uratować. Jest promyk nadziei. Musimy przekonać Liv do pomocy, To będzie trudne, ponieważ żeby ją przekonać musimy sprawić by też chciała ocalić kogoś z drugiej strony. W skrócie musimy zabić jej brata.

Przerwałam pisanie. Bonnie już czekała. Musiałyśmy to zrobić. Zeszłam do samochodu i przywitałam się z przyjaciółką. Jechałyśmy nic nie mówiąc, żadna z nas nie czuła się dobrze z tym co musimy zrobić. Liv czekała tam gdzie się z nią umówiłyśmy.
-Musisz być twarda Caroline - powiedziałam do siebie. Bonnie popatrzyła ze zrozumieniem
-Cześć Liv - powiedziała Bonnie.Oczywiście z blondynką był jej brat
-Nie pomogę Ci Bonnie, to jest nie zgodne z naturą,nie mogę tego zrobić.
-Myślę że musisz - powiedziałam i w ciągu sekundy znalazłam się przy jej bracie, złapałam go od tyłu, wbiłam mu zęby w szyję po czym skręciłam kark, Liv krzyknęła - Jeżeli chcesz ocalić brata to nam pomożesz - dodałam.
-Ok, zrobmy to - poddała się Liv  Wyciągnęłam telefon i wysłalam smsa Damonowi "zrobione". "Spotkajmy się na cmentarzu za 15 minut"
-jedziemy - oznajmiłam - I bez żadnych sztuczek wiedźmo - powiedziałam do Liv.
-Nie poznaje cię Caroline - powiedziała zmartwiona Bonnie
-Bonnie, musimy odzyskać tych na których nam zależy - powiedziałam - Nie obchodzi mnie cena.
-Chce uratować brata- załkała Liv
Wsiadłyśy do samochodu. Gdy dojechałyśmy na miejsce okazało się , że Damona jeszcze nie ma. Czekałyśmy na niego. Przybiegł spóźniony
-Mamy problem- powiedział zdyszany - Enzo zabił Stefana
-Jak to ? - spytałam zmartwiona. Czego wszystko się komplikuje
Damon wprowadził nas w plan. Moja mama miała zaciągnąć podróżników do Mystic Grilla. Matt odkręci gaz. Żeby ich zabić trzeba zrobić wybuch
-Nie mieszaj w to mojej mamy - warknęłam.
-Nie twoja mama wywoła wybuch tylko ja. Zamierzam wjechać w bar.
-Zginiesz - powiedziałam przerażona.
-Ale mnie uratujecie - powiedział i spojrzał pytająco na Bonnie. Kiwnęła niechętnie głową.
-Jadę z tobą - oznajmiłam
-Nie ma mowy Barbie.
-Słuchajcie, jeżeli rzucę zaklęcie macie tylko jakieś 30 minut ,żeby wszystkich odnaleźć, może lepiej jak pójdziecie we dwoje - powiedziała Liv. Bonnie niechętnie się zgodziła
-Nie mówcie Elenie - powiedział Damon i pociągnął mnie za sobą. Bonnie i Liv wzięły się za zaklęcie. Siedziałam w aucie z Damonem, gdy nagle drzwi otworzyły się i do środka wparowała Elena
-Damon jak mogłeś mi nie powiedzieć?! - była wkurzona - Jak mogleś nie powiedzieć, że chcesz się zabić?!
-Technicznie tak, ale jak wiesz Bonnie zamierza mnie ocalić
-Nie ma mowy!
-Eleno  sama mówisz żebym szanował twoje wybory, może raz ty uszanuj mój
-Ok-  odpuściła Elena - Jadę z wami. Jednak nie odpuściła. Kłócili się jeszcze chwile aż Damon skapitulował.
-Zróbmy to - powiedziałam. Damon zaczął jechać.Przekroczyliśmy znak Mystic Falls. Zaczęłam się dusić. Tak samo jak Elena. Damon zaczął krwawić. To była droga pełna cierpienia. Mystic Grillbył przed nami. Raz kozie śmierć pomyślalam, Damon wcisnął gaz. Byliśmy coraz bliżej i zamknęłam oczy i bum.
Nagle zrobilo się cicho. Otworzyłam oczy byłam w innym świecie. Widziałam wszystko co się działo ale nie mogłam nieczego dotknąć.
-Chyba jestemy na miejscu moje panie - powiedział Damon z udawanym entuzjazmem.


12.Zrobię wszystko

-Chodź odwiozę cię do domu - zaproponowała Bonnie. Kiwnęłam głową w odpowiedzi. Byłam już spokojniejsza.
-Pojechałabym z wami, ale lepiej poszukam Damona i skopie mu tyłek - powiedziała Elena.
Bonnie i ja całą drogę spędziłyśmy w ciszy, wydaje mi się że ta cisza była lepsza. Nie chciałam już rozmawiać o Klausie, ani o niczym co go dotyczyło. Po co mi to wszystko było? Wszystko to moja wina. Zobaczyłam w nim człowieka, zbliżyliśmy się do siebie i wszystko się skomplikowało. Powinnam się od niego trzymać z daleka.
Przed drzwiami mojego domu czekał Stefan. Przywitałyśmy go z Bonnie.
-Caroline, chciałem przeprosić za Damona - powiedział Stefan i wpatrywał się we mnie przepraszającym wzrokiem.- Wiesz jaki on jest, zawsze zrobi albo powie coś czego nie powinien.
-Już w porządku Stefan - powiedziałam z lekkim uśmiechem - Damon to tylko Damon - dodałam. Nagle zauważyłam, że przed domem stoi bukiet czerwonych róż - Ale nie musiałeś mi kupować kwiatów na przeprosiny - zaśmiałam się
-Caroline, niestety nie wpadłem na taki pomysł, kwiaty już tu czekały gdy przyszedłem - wyjaśnił.
-Od kogo to ? - zaciekawiła się Bonnie. Podniosłam bukiet, w środku była karteczka. Zaczęłam ją czytać "Na ciebie mogę czekać nawet cały wiek - Klaus" - od Klausa - mruknęłam
-Caroline, jeżeli nie chcesz być sama, mogę z tobą zostać - powiedział opiekuńczo Stefan
-Nie trzeba Steff, Bonnie zostanie na noc - odpowiedziałam i spojrzalam pytająco na brunetkę
-Pewnie - powiedziała z uśmiechem. - Damski wieczór.
-Trzymaj się Stefan - uśmiechnęłam się i go przytuliłam
-Jedna zasada dzisiejszego wieczoru , nie ma gadania o chłopakach - powiedziałam do Bonnie z uśmiechem
-A co z Klausem?
-Jeżeli myśli, że jakimiś głupimi kwiatami mnie przekupi to może zapomnieć - powiedziałam z szerokim uśmiechem
-To może je wyrzuce - powiedziała Bonnie i stała z bukietem nad koszem na śmieci
-Nie! - krzyknęłam i w wampirzym tempie wyrwałam jej bukiet z rąk i włożyłam do wazonu
-Mam cię ! Jednak cię obchodzi - uśmiechnęła się tryumfalnie czarownica
**********************************************************************
Było już późno w nocy kiedy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis "Klaus". Czego on może chcieć ode mnie o tej porze. Piłyśmy z Bonnie bourbon i bawiłyśmy się dobrze jak kiedyś plotki , rozmowy o ubraniach makijażach, wspomnienia dawnych czasów. Naprawdę dobrze się bawiłam. Prawie o nim zapomniałam.
-Halo ? - odebrałam niepewnie
-Caroline? - po drugiej stronie usłyszałam głos, ale nie należał do Klausa. Tylko do Rebeki i była strasznie podłamana.
-Co się stało Rebekah? - spytałam niepewnie.
-Klaus nie żyje
-Co ??!! - momentalnie wytrzeźwiałam i się obudziłam
-Caroline czego krzyczysz? - spytała zaspana Bonnie
-Duch Mikela z pomocą naszej matki wszedł w czarownika i przeszył go białym kołkiem - wyjaśniła pospiesznie.
-Rebekah proszę powiedz, że żartujesz - wycedziłam przez łzy.
-Chciałabym Caroline.- zaszlochała . Rozłączyłam się. I zaczęłam płakać.
-Co jest Care ? - zmartwiła się Bonnie.
-Klaus nie żyje - wyszeptałam,
-Caroline tak mi przykro- przytuliła mnie Bonnie
************************************************************************
Ktoś nagle zapukał do drzwi. Bonnie popatrzyła pytająco. Pokręciłam głową.
-Otworzę - szepnęła - Zostań tu, zaraz wrócę.
Klaus nie żyje to moja wina, gdybym go nie odtrąciła może byłby  teraz tu . Ze mną. Nic by mu się nie stało. Głupia Caroline. Tak bardzo trzymam się człowieczeństwa, uczuć skoro nie potrafię nad nimi zapanować.
Może powinnam to po prostu wyłączyć.
-Wyłącz to Caroline - szepnęłam sama do siebie i zamknęłam oczy. Ale wtedy zobaczyłam przed oczami parę obrazów. Nasz taniec na balu u Mikelsonów. Gdy ocalił mnie w moje urodziny, nasze rozmowy...
-Caroline nie rób tego - usłyszałam czyjś głos za sobą. Ten akcent. Otworzyłam oczy,ale nikogo tam nie było. Zaczynam mieć urojenia. Tak bardzo chciałabym żeby tu teraz był. Znowu zaczęłam płakać.
-Caroline - do pokoju wszedł Stefan. Od razu usiadł koło mnie i mnie mocno przytulił  - Cii będzie dobrze.
-Nie Stefan nie będzie - powiedziałam , po chwili do pokoju weszli Bonnie i Damon - Co on tu robi? - spytałam oskarżycielsko
-Barbie, wiem że ci przykro z powodu złej hybrydy
-Damon!! - wrzasnęli Bonnie i Stefan jednocześnie
-Ale wiem jak to naprawić - dokończył Damon. Przestałam płakać. I wpatrywałam się w starszego Salvatora.
-Caroline druga strona się rozpada , Bonnie jest kotwicą, jeżeli druga strona przestanie istnieć ona również.- zaczął Stefan
-Bonnie przepraszam - jęknęlam - Nie wiedziałam.
-W porządku Caroline - powiedziała brunetka z uśmiechem.
-Damon ma pomysł jak pozbyć się podróżników i ocalić Bonnie
-I Klausa - dodala Bonniei spojrzała pytająco na Damona
-I Klausa - dodał niechętnie Damon
-Okej to kiedy zaczynamy? - spytałam gotowa do działania,
-Musimy nakłonić pewną czarownicę do współpracy, jednak nie spodoba ci się sposób- powiedział Damon
-Zrobię wszystko - powiedziałam pewnie.



sobota, 28 stycznia 2017

11.Nie mam pojęcia co nasza Blondi w nim widzi?

Elena i Bonnie opowiedziały mi o tym co mnie ominęło. Nasze miasto, nasze Mystic Falls zostało przejęte. Nie mogłyśmy wrócić do swojego domu. Na szczęście o wszystkim na bieżąco informowali Jeremy i Matt.
-Nie było mnie tylko kilka dni. Czy chociaż przez chwile nie może być spokojnie? - mruknęłam.
-Chyba byłoby za łatwo - odpowiedziała smutno Elena.
-Damon i Stefan coś wymyślą - pocieszyła nas Bonnie - A teraz mów o co chodzi między tobą i Klausem? - Bonnie i Elena zrobiły zaciekawione miny i wpatrywały się we mnie zaciekawione. 
-W sumie to sama nie wiem co myśleć - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - w Nowym Orleanie dowiedziałam się czegoś i nie wiem co z tym zrobić. Mam kompletny bałagan w głowie.
Nagle rozległo się płukanie do drzwi. Do pokoju wszedł uśmiechnięty Damon z butelką burbonu 
- Panie zamawiały alkohol? - spytał jeszcze bardziej się szczerząc. 
-Damon! -krzyknęła Elena
-No co? Je też chcę posłuchać romantycznych wyznań naszej barbie o silnej i złej hybrydzie.- Przewróciłam oczami. Damon usiadł na łóżku między mną i Bonnie - To co dziewczyny czas na zwierzenia? - wymianiłam spojrzenia z Eleną i zanim starszy Salvatore zobaczył już byl po drugiej stronie drzwi, a my zabarykadowałyśmy drzwi komodą 
-Dziewczyny łamiecie mi serce ! - dało się słyszeć zza drzwi.
-Spadaj Damon ! - krzyknęła Bonnie. Elena pomachała butelką burbonu i położyła palec na usta pokazując żebyśmy były cicho po czym wskazała okno. Bonnie pokręciła głową. Elena popatrzyła na nią wzrokiem zbitego psa
-Ok - szepnęła bezgłośnie.
Wyglądało jakbyśmy uciekały z akademika. Biegłyśmy przed siebie śmiejąc się jak głupie. Usiadłyśmy na ławce w parku koło uczelni. Elena otworzyła butelkę z alkoholem. Po wypiciu połowy butelki byłyśmy już trochę pijane.
-Gadaj - nakazała Bonnie
-Ok - zgodziłam się niechętnie - No więc mieliśmy jechać do Nowego Orleanu,ale zatrzymaliśmy się w domku nad jeziorem
-Uuu romantycznie - uśmiechnęła się Bonnie
-Wcale nie  - mruknęłam. Przyjaciółki popatrzyły na mnie znacząco - No dobrze może trochę - przyznałam niechętnie. - Tylko, że byłam tam z Klausem, który mnie zostawił, a wtedy porwały mnie jakieś mściwe wiedźmy - dodałam.
-Caroline, dlaczego nic nie powiedziałaś ? - spytała przejęta Elena
-Nic mi się nie stało, Klaus zjawił się w samą porę , obudziłam się w Nowym Orleanie.- wyjaśniłam pospiesznie.
-Ale dlaczego stamtąd uciekłaś ? I dlaczego odwoziła cię Rebekah? - wypytywała Bonnie
-W Nowym Orleanie była Hayley - powiedziałam. I wtedy wszystko wróciło. Hayley z brzuchem. Mój szok kiedy dowiedziałam się o tym, żę to dziecko Klausa. Wszystko nagle zaczęło się komplikować.
-Co ona tam robiła ? - zapytały chórem dziewczyny
-To była to o co chodziło Tylerowi? - Bonnie spytała
-Czekaj. Hayley i Klaus? -  Elena była jeszcze bardziej zdziwiona
-Nie, znaczy już nie, znaczy sama nie wiem - zawachałam się, Powinnam powiedzieć dziewczynom? - Muszę wam coś powiedzieć,ale nie możecie nikomu tego wygadać
-Widzisz mówiłam , całowała się z Klausem - uśmiechnęła się Bonnie
-Nie! - krzyknęłam - A nawet jeśli nie o to chodzi
-Nawet jeśli ? - Elena uśmiechnęła się znacząco. -Chyba nie mówisz nam wszystkiego Caroline Forbes.
-Dziewczyny sprawy między mną i Klausem zawsze były skomplikowane, ale jest coś co je skomplikowało jeszcze bardziej
-I pewnie ma to coś wspólnego z naszą małą wilkołaczycą - usłyszałam za plecami czyjś głos. Cholerny Damon. Czego on nie może dać nam spokoju?
-Damon ! - wrzasnęła przestraszona Elena - Idź sobie,
-Nie dopóki Blondi nie zdradzi tajemnicy Klausa - powiedział z uśmiechem - Nie przeszkadzajcie sobie, ja tutaj postoje w ciszy i poslucham
-Odejdź Damon - powiedziała ostro Bonnie
-No dalej gadaj Blondi, zwykle nie trzeba cię zmuszać do mówienia - Damon zignorował Bonnie i Elenę. -Tylko wiesz omiń pikantne szczegóły, nie za bardzo mnie obchodzą .- dodał z uśmiechem. Nie spodziewał się że obnażę w tym momencie kły i skoczę na niego wywracając na trawę. Przygwoździłam go do podłoża tak że nie mógł oddychać.
-Damon odejdź ! - warknęłam.
-Gadaj blondi - wyszeptał, Puściłam go
-Ok, chcecie wiedzieć? - byłam zdenerwowana miałam już tego wszystkiego cholernie dość. Wstałam z ziemi. - Chodzi o Hayley. Hayley jest w ciąży z Klausem -powiedziałam ,a do moich oczu spłynęły łzy. Wszyscy się zdziwili. Damon wytrzeszczył oczy, ale nie odważył się nic powiedzieć. Siedziałam na ławce i zaczęłam płakać.
-Wszystko będzie dobrze Care - powiedziała Elena i mnie objęla
-Nie Eleno nie będzie. Wszystko ucieka mi przez palce. Odrzucałam Klausa wielokrotnie, chcialam, żeby odszedl i to zrobil, tylko wtedy zrobiło mi się trudno. Nie mogę mieć do niego pretensji o Hayley, ale... - przerwałam. Bonnie położyła mi rękę na ramieniu. - Ale boli jak cholera.
Damon zniknąl nigdzie go nie było.
*********************************************************************************
Damon wszedł do domu i od razu sięgnął po bourbona. Wypił jedną szklankę, później drugą. Damon wciąż był Damonem ,ale nie czuł się za dobrze z tym ,że zranił Caroline. Poza tym ta sprawa z Klausem nie dawała mu spokoju. Do domu wszedł Stefan.
-Twój ulubiony bourbon - oznajmił - Co przeskrobałeś?
-Dlaczego zawsze muszę robić coś złego ? - spytał Damon udając urażonego
-Damon , jesteś moim bratem, spędziliśmy razem trochę czasu.
-Ok, ok - powiedzial - Może troszeczkę za bardzo przycisnąłem Blondi i doprowadziłem ją do łez.
-Coś ty zrobił Caroline? - Stefan się oburzył. Damon opowiedział mu o co chodzi. Oczywiście Stefan był zdziwiony tym ,że Klaus spodziewa się potomstwa, jednak wiedział, że Klaus nie był tylko wampirem, nie był też tylko pierwotny wampirem. Był hybrydą, więc w połowie wilkołakiem, a wilkołaki mogą mieć dzieci
-Damon ,dlaczego nie dałeś spokoju dziewczynom ? Powinieneś przeprosić Caroline!
-Daj spokój Stefan, poza tym zaraz jej przejdzie.Jest zły, zepsuty i rani ludzi.Nie mam pojęcia co nasza Blondi w nim widzi.
-Może to co Elena w tobie.

niedziela, 22 stycznia 2017

10.Chcę ci pokazać moje człowieczeństwo

Rebekah podała mi chusteczki.Wysmarkałam nos i otarłam łzy. No więc co Klaus będzie miał dziecko? Co z tego ? Kto by się przejmował? Przecież mi nie zależy, ani trochę. Zgodziłam się na ten wypad z nim tylko dlatego, że uratował Nadię. Nagle wszystko zaczęło składać się w logiczną całość.
-Rebekah, czy to jest powód dla którego Klaus opuścił Mystic Falls?
-Pośrednio tak. Klaus przyjechał odwiedzić Nowy Orlean, po tym jak Katherine zostawiła mu wiadomość, że jakaś wiedźma stąd coś od niego chce. Oczywiście mój brat jak najprędzej się tu udał. Okazało się, że mają Hayley oraz , że nosi dziecko Klausa. 
-Yhym - przytaknęłam tylko. 
-Na początku nie bardzo go to obchodziło, to Elijah dostrzegł w tym dziecku szansę na odbudowanie naszej rodziny. Klaus za to widzi w tym dziecku szansę na odzyskanie swojego imperium. 
-Taa, Klaus i jego wielkie plany- mruknęłam. Zobaczyłam napis głoszący "Mystic Falls wita". Przekroczyłyśmy znak i stało się coś dziwnego. Rebekah jęknęła i jej jej brzuch zaczął krwawić. Ja nie mogłam złapać powietrza. To był moment w którym blondynka straciła panowanie nad kierownicą. Zjechałyśmy na lewo i uderzyłyśmy w drzewo. Nie mogłam oddychać dusiłam się. Cholera jasna jestem wampirem. Rebekah była pierwotną. Zauważyłam że przymyka oczy, odpływa. Chciałam ją trącnąć. Ale nie mogłam się ruszyć.Moje oczy powoli się zamykały.
Nie wiem na jak długo straciłam przytomność. Zobaczyłam te błękitne oczy nad sobą, ale wydaje mi się że to był tylko sen. 
-Caroline? - usłyszałam czyjś znajomy głos nad sobą. Ktoś potrząsał mnie za ramię. Otworzyłam oczy. Nie byłam już w rozbitym samochodzie Rebeki , byłam w łóżku. Dość znajomym. Zaraz,zaraz. Nasz pokój w Akademiku ?Otworzyłam szerzej oczy. Koło mnie siedziała Elena.
-Elena ? - spytałam niepewnie. Brunetka uśmiechnęła się - Co się stało ? - spytałam - Gdzie Rebekah?
-Rebekah jest w innym pokoju, Stefan jest z nią. Powoli dochodzi do siebie. - wyjaśniła. 
-Hej blondi - usłyszałam czyjś głos, w drzwiach stał Damon - rzucił w moim kierunku woreczkiem z czerwonym plynem. Złapałam go i zaczęłam pić. Krew... taka pyszna. Tak mi jej brakowało. - Widzę że czujesz się lepiej - powiedział z uśmiechem - Teraz czas na wyjaśnienia.
Kiwnęłam głową. 
-Nie Damon, Caroline musi odpocząć - powiedziała zdecydowanie Elena. 
-Elena proszę - mruknęłam - Już mi lepiej. Co się dzieje 
-No więc tak , gdy nasza blondyneczka bawiła się z Klausem w Nowym Orleanie podróżnicy przejęli nasze miasto wchodząc w ciała mieszkańców. Póżniej zrobili czary mary i teraz żadne nadnaturalne istoty nie mogą przekroczyć granicy Mystic Falls, bo stają się śmiertelni. Ponieważ wszyscy umarliśmy, żeby stać się wampirami po przekroczeniu granicy zaczynamy umierać. 
-To by się zgadzało - przytaknęłam - Rebekah zginęła od ciosu nożem i zaczęła krwawić, mnie udusiła Katherine i po przekroczeniu znaku Mystic Falls nie mogłam zlapać tlenu. 
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Spojrzałam w ich stronę. Stał tam Klaus. Więc chyba te błękitne oczy mi się nie przyśniły. Ale co on tu robił?
-Elena może poszlibyśmy zobaczyć jak Stefan radzi sobie z Barbie? - spytał i spojrzał na nią znacząco pokazując głową drzwi. Elena popatrzyła na mnie. Kiwnęłam głową. Dziewczyna chociaż niechętnie ruszyła za Damonem, oglądając się za siebie.Damon pociągnął ją za rękę i zamknął drzwi. Klaus niepewnie usiadł na krańcu łóżka
-Jak się czujesz ,kochana?- spytał z troską i położył dłoń na mojej.
-Nie mów tak do mnie - mruknęłam
-Ale dlaczego, kochana? - uśmiechnął się
-Klaus jestem ci wdzięczna, że mnie uratowałeś, bo domyślam się że to byłeś ty .
-Do usług - uśmiechnął się szerzej i zaczął głaskać moje włosy. Nachylił się nade mną. Nasze twarze były kilka centymetrów od siebie. - Nie pozwoliłbym żeby coś ci się stało- powiedział z troską
-Ale teraz zabierz siostrę do domu i idź zajmij się swoimi sprawami - syknęłam i strzepnęłam jego rękę .Odsunął się ode mnie.
-Nie rozumiem jak możesz być na mnie zła ? Sama chciałaś żebym odszedł. 
-Może chciałam, a może nie,to już nie ma znaczenia. Masz inne obowiązki które cię wzywają - powiedziałam. Dobrze Caroline. Niech idzie sobie do tej Hayley, niech się zajmie nią i tym swoim dzieckiem, niech wraca do tego Nowego Orlenu. Niech buduje to swoje imperium i niech trzyma się ode mnie jak najdalej. `Tylko dlaczego czułam smutek gdy wyobrażałam sobie już go więcej nie zobaczyć.
-Caroline do cholery ! - wrzasnął Klaus - Zdecyduj się czego ty chcesz. Każesz mi odejść odchodzę, potrzebujesz mnie przybywam z Nowego Orleanu po jednym telefonie. 
-Nie musiałeś! - przerwałam , dopiero gdy wypowiedziałam słowa zdałam sobie sprawę że podniosłam głos.
-Dalej nie rozumiesz Caroline. Musiałem. Sam tego nie rozumiem, ale musiałem. - siadł znowu na końcu łóżka i położył twarz na moim policzku pocierając go delikatnie. Patrzył mi prosto w oczy - Nie wiem dlaczego, ale masz coś w sobie Caroline, że nie mogę cię po prostu zostawić, coś każe mi wracać. I gdy jest jakikolwiek sposób bym mógł ci pomóc... - przerwał i  zaczął się przybliżać. Między naszymi twarzami zostało jakiś 5 cm odległości. - Nie mogę zmarnować okazji by cię zobaczyć ,byś jak najczęściej dostrzegała we mnie czlowieczeństwo, bo jesteś jedyną osobą, której nie boję się go pokazać. 
Tego się nie spodziewałam, nie spodziewałam się też że Klaus coraz bardziej się zbliży, wplącze swoje palce w moje włosy i złoży gorący pocałunek na moich ustach. Jeszcze bardziej byłam zaskoczona tym, że odwzajemniłam go bez najmniejszego oporu. W pewnym momencie pierwotny się odsunął
-Jesteś zmęczona, powinnaś odpoczywać. - powiedział z troską. - Muszę zabrać Rebeke do domu i załatwić parę spraw w Nowym Orleanie. - znowu ten pieprzony Nowy Orlean. Sama najchętniej w tym momencie spaliłabym to miasto. Już był przy drzwiach. Chciałam go zatrzymać, ale nie byłam pewna czy to dobra decyzja
-Klaus... - usłyszałam własny głos. Odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco - Zajmij się Rebeką  - powiedziałam tylko. Głupia Caroline, głupia, głupia. Miałaś go zatrzymać,a nie się z nim żegnać.
-Caroline, cała sprawa z Hayley i cała sytuacja w Nowym Orleanie się skomplikowała. Muszę dbać o swoją rodzinę. Moje miasto jest teraz polem bitwy, nie chcę cię w to mieszać. Wiem że tu jest twoje życie, studiujesz , masz przyjaciół. Ja nie mogę teraz zostawić Nowego Orleanu. Ale powiedz czy mam do czego tu wracać? Czy chcesz żebym przyjeżdżał ?
Od odpowiedzi uratowało mnie płukanie do drzwi. Weszła moja mama. Rzuciła mi się na szyję. 
-Oh , Caroline tak się cieszę, że nic ci się nie stało. -Gdy mama wreszcie mnie puściła rozejrzałam się po pokoju Klausa już nie bylo. Mama siedziała przy mnie jakąś godzinę, później przyszła Bonnie i Elena. Stefan i Damon się zmyli. Gdy mama wyszła dostałam sms'a od Klausa "Zdecyduj kochana. Może tak może nie to nie odpowiedź."
Nie odpisałam . sama nie wiedziałam co. 

czwartek, 5 stycznia 2017

9.

Klaus zaniósł mnie do samochodu i położył na tylnym siedzeniu. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Nie zadawałam więcej pytań, byłam straszliwie zmęczona. Chciałam po prostu zasnąć i obudzić się w swoim łóżku. Chciałam żeby było jak kiedyś, kiedy moimi jedynymi problemami była organizacja balu i co na niego założyć. 
Nie wiem jak długo jechaliśmy. Obudziłam się gdy już byliśmy na miejscu. Ale gdzie?Klaus otworzył drzwi i wziął mnie na ręce. 
-Cii - powiedział, gdy tylko otworzyłam usta żeby coś powiedzieć. Znowu zasnęłam. Obudziłam się leżąc w łóżku. Ale nie w swoim. Sypialnia była wspaniała, urządzona w starym stylu. Rozejrzałam się. Na łóżku wyryta była literka "M". Mikelson - pomyślałam. Czułam się już znacznie lepiej. Byłam wypoczęta. Ale dalej nie rozumiałam o co w tym wszystkim chodzi. Do pokoju weszła Rebekah.
-Hej - powiedziała - Jak się czujesz?
-Całkiem nieźle - odpowiedziałam. -Od kiedy cię to obchodzi?
-Caroline... w sumie to uratowałaś mi życie w pewnym sensie - zaczęła - Gdyby nie twój telefon do Klausa pewnie przybyłby na cmentarz i zabił mnie, a może i Elijah. Także dziękuję - powiedziała. Niby mi podziękowała, ale wydawało mi się, że trudno jej wypowiedzieć to słowo.
-W porządku - powiedziałam tylko - Gdzie Klaus ?
-Musiał coś załatwić, niedługo będzie - uśmiechnęła się - Pewnie zgłodniałaś - podała mi woreczek z krwią. 
-Dzięki. Teraz w pewnym sensie ty mi ratujesz życie - uśmiechnęłam się. Nagle drzwi do pokoju się otworzyły. Nie uwierzyłam w to kogo zobaczyłam, 
-Hayley?! - spytałam zaskoczona. Tak moim oczom ukazała się wilkołaczyca, o ktorą kiedyś bylam zazdrosna,gdy spędzała czas z Tylerem. Ale nie tylko jej obecność mnie zdziwiła. Miała widocznie zaokrąglony brzuszek. Bylam pewna, że była w ciąży. Hayley wydawała się równie zdziwiona moim widokiem. I trochę jakby przestraszona. Rebekah zmierzyła ją wzrokiem jakby dawać jej coś do zrozumienia.
-Hej Caroline - uśmiechnęła się - Co tu robisz? 
-To długa historia - odpowiedziałam. Zrobiłam dobry uczynek prosząc Klausa o krew aby uratować córkę Katherine, ale jego warunkiem był mój wyjazd z nim do Nowego Orleanu - zaczęłam. - Szkoda, że zostawił mnie w lesie w jakimś domku i porwały mnie stamtąd jakieś walnięte wiedźmy. Mówiły coś o jakiejś Dahlii. 
Na dźwięk tego imienia Hayley i Becca wymieniły przerażone spojrzenia. 
-Co dokładnie mówiły ?-spytala blondynka gorączkowo. 
W tym momencie do pokoju wszedł Klaus. 
-Nie męcz jej - nakazał siostrze. Dopiero jakby po chwili zobaczył Hayley - Mały wilczku myślę, że powinnaś już iść. - nakazał jej. Powoli zaczęłam się podnosić z łóżka. 
-Zostaw je  - powiedziałam - Teraz macie mi wszystko wytłumaczyć ! Opowiedzcie mi o Dhalii.
-Dhalia to siostrz Esther - zaczęła Rebekah - Nasza matka nie mogła mieć dzieci, więc poprosiła siostrę o pomoc. Dhalia zgodziła się, ale jej warunkiem było to, że każde pierworodne dziecko z naszego rodu będzie jej oddane. Dostała naszą siostrę Freyę. Później mama zmieniła nas w wampiry i był spokój . Aż do teraz.  - wyjaśniła
-ZAMILCZ REBEKAH!- wrzasnął Klaus. 
-Ma prawo wiedzieć - powiedziała Rebekah. 
-Dowie się, kiedy uznam to za stosowne - powiedział już spokojniej
-Halo ! Wciąż tu jestem  - prypomniałam o swojej obecności. Stanęłam naprzeciwko Klausa - I jeżeli nie dowiem się o co chodzi to w tym momencie pakuje się i wracam do domu. - powiedziałam stanowczo
-Martwię się, że jak się dowiesz też będziesz chciała wrócić, kochana - powiedział smutno Klaus. Popatrzyłam na Rebekah dawać jej znak,że może kontynuować
-Jak widzisz Hayley jest w ciąży. Co prawda wampiry nie mogą mieć dzieci, ale Nick jest hybrydą. Jest w połowie wilkołakiem ,więc się stało - dokończyła i spuściła wzrok.
Zaraz, zaraz. Klaus miał mieć dziecko z Hayley. Zaczęłam obliczenia. Skoro wilkołaczyca była w zaawansowanej ciąży. To znaczy,że to musiało się to stać kiedy on byl w Mystic Falls. 
-Zostawcie nas na chwile samych - zwróciłam się do dziewczyn.
-Caroline...ja ..- zaczął, chociaż chyba sam nie wiedział co ma powiedzieć
-Nie, nic nie mów - zażądałam - Miałam wyrzuty sumienia, że tak cię traktuje, byłam z Tylerem, ale cały czas zatruwałeś moje myśli. Nie dawałeś mi spokoju. Pokazywałeś, że cały czas robisz wszystko dla mnie, a zabawiałeś się z tą wilkołaczycą. Ja...ja nie mogę Klaus. Chce wrócić do domu - powiedziałam. On nawet się nie tłumaczył. Stał jak wryty, a ja po prostu wyszłam.
-Zawieziesz mnie do domu, Rebekah ?  - zapytałam powstrzymując łzy. Musisz być silna Caroline. 
-Jasne - powiedziała tylko ze zrozumieniem. Hayley miała przepraszający wzrok. Tylko kiwnęłam głową, wiedziałam że to nie jej wina
Wsiadłyśmy do samochodu. Blondynka położyła mi rękę na ramieniu. 
-Już jesteśmy same, nie musisz udawać silnej - powiedziała.
-Dziękuję - i wybuchłam płaczem

wtorek, 3 stycznia 2017

PRZERASZAM

Bardzo bardzo przepraszam za brak następnego rozdziału. Prawie trzy tygodnie byłam w Niemczech i nie miałam dostępu do internetu :( Jutro pojawi się nowy post z małym zwrotem akcji. Przepraszam wszystkich jeszcze raz. Wiem jak to oczekiwać na następny wpis. I bardzo mi przykro ze tez musicie czekać :( maksymalnie o godzinie 20 pojawi się nowy post :) pozdrawiam