Wydawało mi się, że jechaliśmy całą wieczność. Klaus nie odezwał się ani słowem. Jechał dość ostrożnie, w porównaniu do tego jak zwykle prowadził Damon. Cisza już zaczynała mi przeszkadzać, ale w pewnym sensie bałam się ją przerywać. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Wyjęłam go z torebki i spojrzałam na wyświetlacz 'Elena'. Klaus spojrzał lekko zirytowany
-Pozwól, że ja odbiorę, kochana - powiedział i zanim zdążyłam odpowiedzieć wyjął telefon z mojej dłoni i wcisnął zieloną słuchawkę. - Witaj, panno Gilbert. - przywitał ją chłodnym tonem z charakterystycznym akcentem.
-Klaus...daj mi Caroline! - nakazała zdenerwowana Elena
-Caroline nic nie jest, myślę, że ona doskonale wie, że jej nie skrzywdzę - powiedział po czym się rozłączył. Oddał mi telefon bez słowa wpatrując się w drogę.
-Klaus...umiem sama odebrać swój telefon- powiedziałam stanowczo.
-Oczywiście. - odpowiedział krótko. Tyle było naszej rozmowy. Pierwotny nie lubił rozmawiać o głupotach, ale zawsze znajdywaliśmy wspólny temat i myślę, że całkiem dobrze nam się konwersowało. Jego obojętność trochę mnie dziwiła, a trochę przerażała. Był jakiś inny. Trochę nieobecny. Moje przemyślenia przerwał znak wskazujący drogę do Nowego Orleanu . 30km w prawo i będziemy na miejscu. Nie mogłam się doczekać. Jakie było moje zdziwienie,gdy samochód skręcił w przeciwną stronę.
-Gdzie jedziemy ? - spytałam trochę już spanikowana.
-To niespodzianka - odpowiedział i zaczął zwalniać. Byliśmy na jakimś kompletnym odludziu. W środku lasu. Nie miałam pojęcia dlaczego mnie tu zabrał.
-Klaus! - krzyknęłam na niego - Co my tu robimy? - nie odpowiedział. Wysiadł z samochodu i w wampirzym tempie otworzył moje drzwi. Podał mi rękę jak gentelman. - Nie ma mowy. Nie wysiąde póki nie powiesz dlaczego tu przyjechaliśmy.
-Caroline, najdroższa, nie rób miny obrażonego dziecka - zaśmiał się. - Chodź to wszystko ci wytłumaczę. - znowu podał rekę. Zignorowałam ją i sama wysiadłam z samochodu. Klaus zaczął iść przed siebie. Stwierdziłam, że chyba powinnam iść za nim. Jednak wyostrzyłam wszystkie myśli nie czułam się bezpiecznie. Przez kilka minut szliśmy przez las, nagle hybryda się zatrzymała.
-Zamknij oczy
-Co?
-Nie bój się zaufaj mi i zamknij oczy - powiedział spokojnie -Może ci pomogę -podszedł do mnie od tyłu i położył mi dłonie na oczach. Chciałam się wyrwać , ale nie bałam się go , mimo zasłoniętych oczu czułam się bezpieczna. Szliśmy powoli. Jeden krok, drugi, trzeci .
-Niespodzianka - szepnął Klaus i odsłonił mi oczy. Zobaczyłam piękne jezioro oświetlone z każdej strony, A obok stał piękny drewniany domek. Przypominał mi ten rodziców Eleny, a właściwie jej adopcyjnych rodziców. Nie ważne
-Wow - powiedziałam - całkiem miły widok
-Wiedziałem że ci się spodoba - uśmiechnął się szeroko - wejdźmy do środka
-Możemy ? W sensie nie zostaliśmy zaproszeni , ani nic...
-Nie martw się najdroższa, właściciele zostali moim obiadem
-Klaus! - zganiłam go - Mam nadzieję, że to żart
-Oczywiście. - powiedział z uśmiechem . Weszliśmy do środka. Było bardzo przytulnie i całkiem ładnie. Ale nie dałam się zwieść. Miał mi wytłumaczyć o co tu wszystko chodzi. Mieliśmy być w Nowym Orleanie. A nie w jakimś lesie. Czy to był podstęp, żeby mnie tu zaciągnąć?
-A teraz mów co tu robimy - nakazałam stanowczo - I liczę na szczegółowe wyjaśnienia.
-Cóż... usiądź kochana. - nakazał krzesło. Usiadłam. Siadł naprzeciw i nie spuszczał ze mnie wzroku. -Kiedyś wraz z moim rodzeństwem mieszkaliśmy w Nowym Orleanie. Miasto należało do nas. Ale jak już nie mogliśmy długo nigdzie zostać, z powodu Mikela. W nowym Orleanie również nas znalazł. Wybuchł pożar. Myślałem, że zginął w nim Marcel. - zrobił pauzę - Gdy go poznałem był chłopcem, który pracował na plantacji. Był bity, wykorzystywany, jego ojciec pozwolił by tak go traktowano. Przypominał mi mnie. - przerwał. Widziałam smutek w jego oczach. I złość. Dużo złości. Mimowolnie położyłam dłoń na jego,mając nadzieję ,że to go trochę uspokoi. Pierwotny popatrzył mi w oczy.
-Mów dalej ... - powiedzialam spokojnie.
-Marcel był dla mnie jak syn. Razem z rodzeństwem zajmowaliśmy się nim. A on dorastał. Chciał być taki jak my. Chciał być wampirem. Ale też bardzo chciał Rebeki. Zwykle pozbywałem się adoratorów siostry -przerwał.Chyba czekał na moją reakcję, ale mimo, że jego wyznanie zaczęło mrozić mi krew w żyłach. Pozostałam nie wzruszona. Klaus się przede mną otworzył i chciałam wiedzieć więcej.- Rebekah twierdziła, że to ten jedyny... więc dałem mu wybór mógł albo do końca swoich ludzkich dni być z nią, albo zostać wampirem. Wyobraź sobie jaka była mina mojej siostry, gdy wyjąłem z niej sztylet i okazało się, że jej ukochany woli zostać nieśmiertelnym, niż być z nią. I gdy okazałem swoją łaskę i pozwoliłem im być razem. Gdy wszystko zaczęło wracać do normy pojawił się mój ojciec. My uciekliśmy, ale dla Marcela nie było ratunku.
-Klaus...bardzo mi przykro z powodu tego co się stało - zaczęłam spokojnie- Rozumiem twój ból. - położyłam mu rękę na ramieniu. Hybryda jednak się nie uspokoiła. Wstał i uderzył w stół robiąc w nim dziurę, po czym kopnął krzesło na którym przed chwilą siedział.
-Nic nie rozumiesz Caroline. - warknął. Teraz to już zaczynał mnie trochę przerażać. Był wybuchowy. Poza tym miał jakiś 1000 lat. Cała jego przeszłość była dla mnie nie do ogarnięcia. Gdy wydawało mi się, że już wszystko wiem dowiadywałam się czegoś nowego. Był kimś kto głęboko zakopuje swoje rany, ale gdy je odkopuje nie reaguje smutkiem jak większość osób tylko złością.-Może zrozumiesz to, że gdy wróciłem do Nowego Orleanu, okazało się, że Marcel ma się bardzo dobrze. Że zagarnął moje imperium. Podczas, gdy ja uciekałem przed Mikelem i siedziałem w tym waszym durnym Mystic Falls on mieszkał w moim domu. Spał w moim łóżku. I wmawiał ludziom ,że znak m pochodzi od imienia Marcellus. Nie, M jak Mikelson! - ryknął i kopnął drugie krzesło. Podeszłam do niego ostrożnie. Był naprawdę zdenerwowany. Przez ten czas, gdy go nie było zapomniałam o jego porywczości i czy naprawdę nigdy by mnie nie skrzywdził? W końcu zasztyletował swoje rodzeństwo naprawdę wiele razy. Zabił naprawdę wielu niewinnych. Wielokrotnie krzywdził albo chciał skrzywdzić moich przyjaciół.
Gdy stanął przy oknie, wiedziałam że zaraz je rozbije. W wampirzym tempie znalazłam się przed nim.
-Klaus...uspokój się ..proszę. - powiedziałam spokojnie patrząc mu w oczy. - Wiem, że to było dla ciebie trudne, ale proszę.
-A wiesz co w tym jest najgorsze ? - był spokojniejszy, ale teraz jego głos był pełny goryczy - Że to moja siostra i Marcel sprowadzili Mikela do Nowego Orleanu. Sprowadzili go, bo chcieli mojej śmierci. Chcieli mnie zabić tylko po to by być razem. I dowiedziałem się tego dopiero teraz. Przez te wszystkie lata Rebekah ukrywała to przede mną, a ja zastanawiałem się jak nas znalazł i tęskniłem za tamtym życiem. Myślałem wiele razy jak by to wyglądało gdybyśmy tam zostali.
Teraz byłam w szoku. Wiem,że Klaus nie zawsze był w porządku wobec Rebeki. Co ja mówię, traktował ją okropnie, ale czy to powód by chcieć śmierci własnego brata? Zaczynałam rozumieć dlaczego Klaus był taki wybuchowy. Ojciec, który go nienawidził, matka która chciała zabić swoje dzieci, używając do tego podstępu, całe jego rodzeństwo spiskujące przeciwko sobie nawzajem. Wyciągnął pomocną dłoń do tego Marcela, a on tak mu się odpłacił.
-Teraz Elijah i Rebekah są uwięzieni na cmentarzu. Zamknęła ich tam pewna mściwa czarownica, z nadzieją, że zabiję swoją siostrę i naprawdę chciałem to zrobić... ale wtedy zadzwoniłaś.
-Czyli Rebekah ma u mnie spory dług wdzięczności - powiedziałam obracając to trochę w żart
-Można tak powiedzieć - odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął - Dlatego nie mogę zabrać cię od razu do Nowego Orleanu, rano moje rodzeństwo będzie wolne i wtedy pomogą zapewnić ci bezpieczeństwo. - dokończył. - A teraz możesz iść do drugiego pokoju położyć się spać. Pewnie jesteś zmęczona podróżą
-A ty ? - spytałam zaskoczona chyba nie zamierzał zostawić mnie tu samej. Co prawda jestem wampirem,ale dalej przerażała mnie myśl zostania samej w domku w środku lasu.
-Ja zostanę tutaj. Domek jest mały. Jedna sypialnia. - wyjaśnił - Chyba, że chcesz mnie zaprosić do swojego pokoju - dodał uśmiechając się łobuzersko.
-Nie sądzę - odpowiedziałam i zaczęłam kierować się w stronę pokoju. W drzwiach jednak się zatrzymałam była pewna rzecz która nie dawała mi spokoju.
-Klaus...
-Tak? - przestał wpatrywać się w okno i odwrócił się w moją stronę. Chciałam zapytać go o to o czym mówił Tyler, jednak stwierdziłam, że to może go tylko zdenerwować, a na dzisiaj już wystarczy. Zamiast tego pomyślałam, że zapytam o co innego.
-Powiedziałeś że traciłeś czas będąc w Mystic Falls...- zaczęłam. Nie spuszczał ze mnie wzroku czekając na właściwe pytanie. Tylko sama nie wiedziałam jak mam je zadać. Nie chciałam wyjść na śmieszną, a tym bardziej na żałosną. - To co ja właściwie tu robię? - usłyszałam własne słowa. świetnie Caroline, normalnie świetnie. Jakbym nie mogła po prostu się zamknąć i iść spać.
Klaus w wampirzym tempie znalazł się tuż przede mną.
-Nie, nie uważam cię za stratę czasu, Caroline. - powiedział po czym delikatnie musnął moje wargi swoimi i zanim zdążyłam zareagować rozpłynął się w powietrzu. Po prostu idealnie. Chociaż może lepiej, chyba nie miałam ochoty na tą rozmowę. Zresztą wydawało mi się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, wtedy w lesie w Mystic Falls. Tylko wtedy myślałam, że już więcej go nie zobaczę. Przeklęłam w myślach jeszcze kilka razy Katherine. I poszłam do pokoju położyć się spać.
sobota, 26 listopada 2016
wtorek, 1 listopada 2016
4.Witaj kochana cz.2
Klaus wyszedł z domu, wszyscy patrzyli na mnie w milczeniu. Nawet zwykle wygadany Damon nie miał nic do powiedzenia.
-Caroline ...- ciszę przerwała Elena i położyła mi rękę na ramieniu
-Nigdzie z nim nie pojedziesz - powiedziała stanowczo Bonnie
-Bonnie, Klaus zaproponował układ, a Caroline się zgodziła...- zaczął Stefan
-On jest niebezpieczny ! -krzyknęła Bonnie
-Ale jej nie skrzywdzi - odpowiedział Stefan
-Myślę, że to nie o jego obawia się Bonnie - przemówił nagle Matt - Nie tylko Klaus jest w Nowym Orleanie. Są tam też Elijah i Rebekah. A tam gdzie rodzina pierwotnych....
-Są i ich wrogowie - dokończył Damon zamyślony
-Caroline nie pojedzie! - powiedziała tym razem Elena
-Eleno myślę, że ona sama powinna decydować - powiedział spokojnie Stefan.
-Wciąż tu jestem - odezwałam się trochę urażona, że to moi przyjaciele chcą podejmować za mnie decyzję
-Przepraszam Caroline - powiedziała skruszona Elena -Ale nie możesz...
-Pojadę - przerwałam jej. - Zawsze chciałam zobaczyć Nowy Orlean - dodałam. W sumie taka była prawda. Chciałam zwiedzić świat. Przypomniało mi się, gdy Klaus pierwszy raz ocalił mi życie. Pomijając to, że sam je naraził. Kazał mojemu chłopakowi Tylerowi mnie ugryźć. Ugryzienie wampira jest śmiertelne dla wampira. Jedynym lekarstwem jest krew Klausa. Klaus przyszedł mnie uratować. To były moje urodziny. Mówił, że cały świat na mnie czeka. Nie raz w naszych rozmowach mówił, że bardzo chciałby mi go pokazać. Nie byłam gotowa na zwiedzanie świata, ale dlaczego nie zwiedzić pięknego miasta, skoro mam taką okazję.
-Caroline, nigdzie nie pojedziesz ! - wrzasnął Tyler
-Akurat ty nie masz nic do powiedzenia.- ucięłam , pożegnałam się z Bonnie i Eleną, obiecując, że niedługo wrócę. Nie obyło się bez grupowego tulaska. Pożegnałam się też ze Stefanem,Mattem, Jeremym, a nawet z Damonem. Na Tylera nie chciałam nawet patrzeć. To on zostawił mnie szukając zemsty na Klausie. Wolał się mścić, niż być tu ze mną. Wybrał. Poszłam do samochodu. Odpaliłam go i pojechałam do domu. Zaczęłam się pakować. Teraz dotarło do mnie, że nie wiem ile zabrać rzeczy,bo nie wiem ile będzie trwal ten wyjazd. Wybrałam numer Klausa
-Witaj kochana, gotowa? - zapytał zadowolony. Już widziałam oczami wyobraźni ten jego uśmiech na twarzy.
-Nie Klaus, zaczęłam się pakować, ale nie wiem na ile jadę, ani czy jest zimno czy ciepło, ani co będziemy robić i nie wiem co zabrać - zaczęłam pakować, wszystko musiało być idealnie, nie chodziło o to, że mi zależy czy coś po prostu byłam perfekcjonistką, wszystko zawsze musiało być perfekcyjnie.
-Caroline spokojnie - powiedział- Na ile zachcesz, chcę zabrać cię na kilka dni pokazać miasto, a to czy będziesz chciała zostać zależy od ciebie -
-Nie,nie będę - mruknęłam zdenerwowana i rozłączyłam się. Wrzuciłam do walizki 3 pary spodni, 3 sukienki, kilka bluzek, bieliznę na zmianę, skórzaną kurtkę, dwie pary szpilek i jedne balerinki, trochę kosmetyków. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jeszcze nie jestem gotowa- krzyknęłam i podeszłam je otworzyć. Wbrew moim podejrzeniom,nie stał przed nimi Klaus tylko Tyler. Chciałam je zamknąć, ale przytrzymał je
-Czego chcesz? - warknęłam. Chociaż to chyba bardziej on powinien warczeć w końcu był hybrydą, pół wampiem,pół wilkołakiem
-Porozmawiać. Daj mi 5 minut Care - poprosił
-Dobrze, wejdź, właśnie kończę się pakować - Tyler wszedł i siadł na moim łóżku. Patrzył na walizkę, przyglądał się mi, podczas gdy składałam ubrania, których zdecydowałam się jednak nie brać.
-Posłuchaj...tak nie lubię Klausa, nienawidzę go. - zaczął. Też mi nowość. Nie chciałam jednak mu przerywać więc słuchałam w milczeniu. - Kiedy wyjechałem by się na nim zemścić... wygrał ze mną, pokonał mnie, ale mnie nie zabił. Myślę, że zrobił to przez wzgląd na ciebie. Nigdy cię nie skrzywdził. A nawet jeśli naprawiał swój błąd.
-Do czego zmierzasz? - spytałam i usiadłam na łóżku koło niego.
-Care, mimo, że Klaus jest potworem to ty zawsze działałaś na niego inaczej. Nie pozwoliłby, żeby stała ci się krzywda, ale gdy wyjedziesz do Nowego Orleanu...boję się, że dowiesz się rzeczy, które mogą cię skrzywdzić
-Tyler czy jest coś co powinnam wiedzieć ?- zapytałam patrząc mu w oczy, trochę mnie to przestraszyło. Jaka tajemnica Klausa mogłaby mnie skrzywdzić? Co to mogło być? I dlaczego Tyler o tym wie ? Znowu rozległo sie pukanie do drzwi. Podeszłam je otworzyć. Moim oczom ukazała się pierwotna hybryda. Nie wiedziałam że stoi za mną Tyler
-O kogo my tu mamy. Tyler Lockwood - uśmiechnął się - Czy pozwoliłem ci wrócić do miasta? - zapytał a jego oczy rozbłysły gniewem.
-Klaus! - upomniałam go. Teraz spojrzał na mnie.
-Co on tu robi Caroline? Nie wiedziałem, że zamierzasz wrócić do tego przegranego wilczka - Teraz był zdecydowanie zły na mnie. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Tyler rzucił się na Klausa i w jednej sekundzie znaleźli się na moim ogródku walcząc. W tym momencie zauważyłam że podjeżdża moja mama. Super jeszcze tego mi brakowało. Szeryf wysiadła
-Co się tu dzieje ? - spytała przerażona -TYLER! KLAUS! - wrzasnęła na nich tym swoim surowym tonem. Od razu przerwali i wpatrywali się w nią - Jeden i drugi wstawać z ziemi natychmiast - powiedziała stanowczo. O dziwo obydwoje jej posłuchali. Klaus wstał z Tylera, otrzepując ubranie.
-Przepraszam bardzo szeryf Forbes, to już się nie powtórzy - powiedział z tym swoim brytyjskim akcentem uśmiechając się czarująco.
-To na mnie nie działa, Klaus
-Bardzo dobrze, że się pani zjawiła. Chciałem panią poinformować,że zabieram Caroline na wycieczkę do Nowego Orleanu - dalej uśmiechał się w ten sposób. Co on robi? Moja mama mnie zabije,że nic jej nie powiedziałam, poza tym zaraz będzie próbować zastrzelić jego. Mama popatrzyla na mnie tylko pytająco. Kiwnęłam głową i delikatnie się do niej uśmiechnęłam.
-Myślę, że dobrze jej to zrobi - powiedziała niepewnie - Ale jeżeli chociaż wlos z głowy spadnie mojej córce....nie obchodzi mnie kim jesteś, ale zdobędę kołek z białego dębu i własnoręcznie wbiję ci go w pierś - teraz już była stanowcza, miałam wrażenie, że nawet samego pierwotnego trochę przestraszyła. Podeszłam do Tylera, podałam mu dłoń i pomogłam wstać. Chłopak przyciągnął mnie do siebie
-Mam nadzieję, że jesteś w stanie sobie z tym poradzić - szepnął. Nie zdążyłam o nic zapytać, bo zniknął w mroku.
-Gotowa?
-Tak - odpowiedziałam Klausowi i wsiadłam do samochodu
-Caroline ...- ciszę przerwała Elena i położyła mi rękę na ramieniu
-Nigdzie z nim nie pojedziesz - powiedziała stanowczo Bonnie
-Bonnie, Klaus zaproponował układ, a Caroline się zgodziła...- zaczął Stefan
-On jest niebezpieczny ! -krzyknęła Bonnie
-Ale jej nie skrzywdzi - odpowiedział Stefan
-Myślę, że to nie o jego obawia się Bonnie - przemówił nagle Matt - Nie tylko Klaus jest w Nowym Orleanie. Są tam też Elijah i Rebekah. A tam gdzie rodzina pierwotnych....
-Są i ich wrogowie - dokończył Damon zamyślony
-Caroline nie pojedzie! - powiedziała tym razem Elena
-Eleno myślę, że ona sama powinna decydować - powiedział spokojnie Stefan.
-Wciąż tu jestem - odezwałam się trochę urażona, że to moi przyjaciele chcą podejmować za mnie decyzję
-Przepraszam Caroline - powiedziała skruszona Elena -Ale nie możesz...
-Pojadę - przerwałam jej. - Zawsze chciałam zobaczyć Nowy Orlean - dodałam. W sumie taka była prawda. Chciałam zwiedzić świat. Przypomniało mi się, gdy Klaus pierwszy raz ocalił mi życie. Pomijając to, że sam je naraził. Kazał mojemu chłopakowi Tylerowi mnie ugryźć. Ugryzienie wampira jest śmiertelne dla wampira. Jedynym lekarstwem jest krew Klausa. Klaus przyszedł mnie uratować. To były moje urodziny. Mówił, że cały świat na mnie czeka. Nie raz w naszych rozmowach mówił, że bardzo chciałby mi go pokazać. Nie byłam gotowa na zwiedzanie świata, ale dlaczego nie zwiedzić pięknego miasta, skoro mam taką okazję.
-Caroline, nigdzie nie pojedziesz ! - wrzasnął Tyler
-Akurat ty nie masz nic do powiedzenia.- ucięłam , pożegnałam się z Bonnie i Eleną, obiecując, że niedługo wrócę. Nie obyło się bez grupowego tulaska. Pożegnałam się też ze Stefanem,Mattem, Jeremym, a nawet z Damonem. Na Tylera nie chciałam nawet patrzeć. To on zostawił mnie szukając zemsty na Klausie. Wolał się mścić, niż być tu ze mną. Wybrał. Poszłam do samochodu. Odpaliłam go i pojechałam do domu. Zaczęłam się pakować. Teraz dotarło do mnie, że nie wiem ile zabrać rzeczy,bo nie wiem ile będzie trwal ten wyjazd. Wybrałam numer Klausa
-Witaj kochana, gotowa? - zapytał zadowolony. Już widziałam oczami wyobraźni ten jego uśmiech na twarzy.
-Nie Klaus, zaczęłam się pakować, ale nie wiem na ile jadę, ani czy jest zimno czy ciepło, ani co będziemy robić i nie wiem co zabrać - zaczęłam pakować, wszystko musiało być idealnie, nie chodziło o to, że mi zależy czy coś po prostu byłam perfekcjonistką, wszystko zawsze musiało być perfekcyjnie.
-Caroline spokojnie - powiedział- Na ile zachcesz, chcę zabrać cię na kilka dni pokazać miasto, a to czy będziesz chciała zostać zależy od ciebie -
-Nie,nie będę - mruknęłam zdenerwowana i rozłączyłam się. Wrzuciłam do walizki 3 pary spodni, 3 sukienki, kilka bluzek, bieliznę na zmianę, skórzaną kurtkę, dwie pary szpilek i jedne balerinki, trochę kosmetyków. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jeszcze nie jestem gotowa- krzyknęłam i podeszłam je otworzyć. Wbrew moim podejrzeniom,nie stał przed nimi Klaus tylko Tyler. Chciałam je zamknąć, ale przytrzymał je
-Czego chcesz? - warknęłam. Chociaż to chyba bardziej on powinien warczeć w końcu był hybrydą, pół wampiem,pół wilkołakiem
-Porozmawiać. Daj mi 5 minut Care - poprosił
-Dobrze, wejdź, właśnie kończę się pakować - Tyler wszedł i siadł na moim łóżku. Patrzył na walizkę, przyglądał się mi, podczas gdy składałam ubrania, których zdecydowałam się jednak nie brać.
-Posłuchaj...tak nie lubię Klausa, nienawidzę go. - zaczął. Też mi nowość. Nie chciałam jednak mu przerywać więc słuchałam w milczeniu. - Kiedy wyjechałem by się na nim zemścić... wygrał ze mną, pokonał mnie, ale mnie nie zabił. Myślę, że zrobił to przez wzgląd na ciebie. Nigdy cię nie skrzywdził. A nawet jeśli naprawiał swój błąd.
-Do czego zmierzasz? - spytałam i usiadłam na łóżku koło niego.
-Care, mimo, że Klaus jest potworem to ty zawsze działałaś na niego inaczej. Nie pozwoliłby, żeby stała ci się krzywda, ale gdy wyjedziesz do Nowego Orleanu...boję się, że dowiesz się rzeczy, które mogą cię skrzywdzić
-Tyler czy jest coś co powinnam wiedzieć ?- zapytałam patrząc mu w oczy, trochę mnie to przestraszyło. Jaka tajemnica Klausa mogłaby mnie skrzywdzić? Co to mogło być? I dlaczego Tyler o tym wie ? Znowu rozległo sie pukanie do drzwi. Podeszłam je otworzyć. Moim oczom ukazała się pierwotna hybryda. Nie wiedziałam że stoi za mną Tyler
-O kogo my tu mamy. Tyler Lockwood - uśmiechnął się - Czy pozwoliłem ci wrócić do miasta? - zapytał a jego oczy rozbłysły gniewem.
-Klaus! - upomniałam go. Teraz spojrzał na mnie.
-Co on tu robi Caroline? Nie wiedziałem, że zamierzasz wrócić do tego przegranego wilczka - Teraz był zdecydowanie zły na mnie. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Tyler rzucił się na Klausa i w jednej sekundzie znaleźli się na moim ogródku walcząc. W tym momencie zauważyłam że podjeżdża moja mama. Super jeszcze tego mi brakowało. Szeryf wysiadła
-Co się tu dzieje ? - spytała przerażona -TYLER! KLAUS! - wrzasnęła na nich tym swoim surowym tonem. Od razu przerwali i wpatrywali się w nią - Jeden i drugi wstawać z ziemi natychmiast - powiedziała stanowczo. O dziwo obydwoje jej posłuchali. Klaus wstał z Tylera, otrzepując ubranie.
-Przepraszam bardzo szeryf Forbes, to już się nie powtórzy - powiedział z tym swoim brytyjskim akcentem uśmiechając się czarująco.
-To na mnie nie działa, Klaus
-Bardzo dobrze, że się pani zjawiła. Chciałem panią poinformować,że zabieram Caroline na wycieczkę do Nowego Orleanu - dalej uśmiechał się w ten sposób. Co on robi? Moja mama mnie zabije,że nic jej nie powiedziałam, poza tym zaraz będzie próbować zastrzelić jego. Mama popatrzyla na mnie tylko pytająco. Kiwnęłam głową i delikatnie się do niej uśmiechnęłam.
-Myślę, że dobrze jej to zrobi - powiedziała niepewnie - Ale jeżeli chociaż wlos z głowy spadnie mojej córce....nie obchodzi mnie kim jesteś, ale zdobędę kołek z białego dębu i własnoręcznie wbiję ci go w pierś - teraz już była stanowcza, miałam wrażenie, że nawet samego pierwotnego trochę przestraszyła. Podeszłam do Tylera, podałam mu dłoń i pomogłam wstać. Chłopak przyciągnął mnie do siebie
-Mam nadzieję, że jesteś w stanie sobie z tym poradzić - szepnął. Nie zdążyłam o nic zapytać, bo zniknął w mroku.
-Gotowa?
-Tak - odpowiedziałam Klausowi i wsiadłam do samochodu
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)